Bisbee

Sunday, Feb 25th

Bisbee


Oficjalna strona internetowa Bisbee informuje: "Bisbee stało się dziś atrakcyjną kolonią artystów i emerytów, znaną ze swobodnego stylu życia. Podróżnicy z całego świata przybywają do Bisbee aby posmakować jego niezwykłej mieszanki pomysłowości, przyjaźni, stylu, romantyzmu i przygody - a wszystko to opakowane w splendor Starego Zachodu. Zatrzymać się w Bisbee, to zatrzymać czas. Wciśnięte w wysoki na milę nad poziomem morza masyw Gór Mułów w południowej Arizonie, Bisbee zachowało ten niezwykły urok Starego Świata, rzadko spotykany dziś w USA." Nic dodać nic ująć. Reklamowy tekst rzadko jest tak bliski prawdy jak ten o Bisbee (Zobacz mapę).


Centrum Bisbee Zdjęcie: Gabriel Milos


Bisbee to miasto o najbardziej niespotykanym kształcie jakie można znaleźć na mapie. Jest unikalne pod tym względem w Ameryce, gdzie miasta albo były zakładane przez Hiszpanów, miały więc europejski kwadratowy rynek z kościołem i ulice rozchodzące się we wszystkich kierunkach, albo zaczynały jako przystanek dla dyliżansów, przystanek kolejowy albo skrzyżowanie dróg, gdzie handlowano z Indianami. Bisbee nie ma typowego centrum, stara część originalnego Bisbee, to poprostu miasteczko leżące na całej długości niewielkiej doliny pomiędzy dwoma małymi masywami górskimi. Reszta - czyli dziwne odnogi dzisiejszego Bisbee - to ciekawa historia tego miasta.
Bisbee, chyba jako jedyne małe miasteczko w Ameryce, ma suburbs, czyli miasteczka satelickie, tak jak New York, Chicago albo Los Angeles. W obrębie administracyjnym dzisiejszego Bisbee, znajdują się osiedla satelickie Warren, Lowell i San Jose. Lowell i Warren powstały jako samodzielne miasteczka w pobliżu kopalń, wykupione później przez właścicieli największego przedsięwzięcia wydobywczego w Bisbee, firmę Phelps Dodge, i połączone w jedno miasto. W obrębie Bisbee znajdują się też dziś South Bisbee, Bakerville, Galena, Saginaw, Tintown i Briggs - również aspirujące niegdyś do statusu niezależnych miasteczek.

San Jose to najmłodsze osiedle dodane do Bisbee. Są tam nowoczesne domy i budynki publiczne, osiedle rozrasta się we wwzystkich kierunkach nie ograniczane górami, ale jest tam niewiele do zwiedzenia. Lowell było kiedyś pokaźnym górniczym miasteczkiem, w początkach swojego istnienia nie miejszym niż samo Bisbee, ale zostało pochłonięte przez powiększającą się odkrywkową kopalnię miedzi Lavender Pit w latach 50-tych. Dziś zostało tam jeszcze kilkadziesiąt domów, szkoła podstawowa i cmentarz Evergreen.

Leżące u podnóża prawie calkiem rozebranej już góry, z której zostały tylko resztki (kopalnia odkrywkowa), Warren cieszy się sławą pierwszego w Arizonie osiedla zaplanowanego w każdym szczególe zanim zostało wybudowane. Początkowo Warren było miejscem zamieszkania lokalnej elity: zarządu i dyrektorów kopalń, ludzi na wysokich stanowiskach w mieście i bogatych ludzi biznesu. Od zamknięcia kopalń na początku lat 70-tych XX wieku Warren mocno podupadło, ma niewiele do zaoferowania turystom, choć jest zbiorowiskiem ciekawej architektury. Niektóre domy przemysłowej "magnaterii" po północnej stronie Cole Avenue stoją do dziś i są wpisane w krajowy rejestr zabytków. Warren - podobnie jak pozostałe dawne suburbia - istnieje tylko dlatego, że jest częścią Bisbee.

W Bisbee warto pobyć kilka dni i odkryć je niejako "od tyłu", od strony ogródków i podwórek, a nie tylko poprzez oficjalnie rekomendowane atrakcje. Miasteczko powstało prawie w całości w czasach przed automobilem i zachowało bardzo europejski charakter, pod wieloma względami przypomina polską Krynicę albo Piwniczną. Bisbee przestało się rozwijać terytorialnie bardzo wcześnie, zajmując jeszcze na początku XX wieku prawie całą przestrzeń doliny. Rozwijały się małe miasteczka satelickie, ale dzięki temu centrum - czyli stare Bisbee - pozostało niezmienione od czasu odbudowy po porzarze do dziś i jest jedną z nielicznych miejscowości w USA, w których można znaleźć ponad 100-letnią oryginalną architekturę całej aglomeracji. Doskonale zachowany prawie-skansen odkryli producenci filmowi jeszcze w połowie XX wieku i Bisbee z powodzeniem uchodziło na ekranie za wczesny Nowy Jork, Grecję,  Włochy i oczywiście za miasteczko na Dzikim Zachodzie.

Bisbee składa się z ulic, domów na wszystkich poziomach licznych wzgórz, i ze schodów. Całe centrum to niekończąca się galeria schodów: stromych i łagodnych, szerokich i wąskich, prostych i kręconych. Trudno tu znaleźć kawałek poziomej ulicy, wszystkie albo pną się pod góre albo schodzą w dół. Z niektórych najwyżej położonych chodników można podziwiać kilka poziomów uliczek i domów z ogródkami w dole. Bisbee słynie z ogródków. W trzecią sobotę października odbywa się tu impreza pod tytułem "The Great Bisbee Stair Climb", w której uczestnicy biegu pokonują 1,000 schodów w różnych częściach downtown. Równie popularna jest impreza pod nazwą "Ice Man Competition", mająca upamiętniać ciężką pracę dostawców lodu, którzy - w epoce sprzed ery lodówek i zamrażaczy - dostarczali 25-funtowe bloki lodu do domów mieszkańców Bisbee, pokonując setki stopni każdego dnia. Uczestnicy pokonują 155 schodów (1,000 stopni) z ładunkiem w postaci 10-funtowego bloku lodu. Uczestnictwo w imprezach jest - niestety - płatne, ale są popularne i służą zbiórce funduszów na różne cele publiczne realizowane później w mieście. Zwycięzcy otrzymują nagrody.

Bisbee to dziś miasteczko pełne życia. Po krótkotrwałym okresie zapaści, kiedy zamknięto kopalnie i wydawło się, że nic już nie uratuje tego miejsca od upadku i losu wielu innych górniczych osad - losu wyludnionego miasta-ducha - Bisbee ożyło. Miasteczkiem zainteresowali się artyści, hippiesi i John Wayne, oraz niektórzy przedstawiciele hollywodzkiej śmietanki aktorskiej. Bisbee dziś to miejce o bogatym życiu kulturalnym i artystycznym, pełne galerii i wystaw, żyją tu i tworzą ciekawi artyści a miasto oferuje wyjątkowo luźną atmosferę. Ale Bisbee nie jest dla każdego, zwłaszcza jeżeli nęci cię już zmiana adresu na coś spokojniejszego po latach pogoni i walki z życiem i spodobało ci się Bisbee. Bisbee wydaje się spokojne i ciche, ale jego post-górniczy sukces był większy niż można się było spodziewać. Są tu więc nie tylko mocno podstarzałe "Dzieci Kwiaty", prowadzące dziś szacowne galerie albo porządne restauracje, ale też rzesze turystów prawie przez caly tydzień. W weekendy trudno zasnąć, przez pół nocy jeżdżą po ulicach tłumy Harley'ów bez tłumików, a zabawom nie ma końca. Bisbee zachowało wspaniały charakter, jest dziś szczególnie ciekawe jako mieszanka narodowości, tradycji i kultur, wzbogacona przez śmietankę towarzyską z ostatnich czasów, ale na cichą przystań na emeryturze nadaje się słabo. Jest zbyt głośne, aktywne i hałaśliwe.
Będąc tu trzeba koniecznie zwiedzić słynną kopalnię, dzięki której miasto w ogóle pojawiło się na mapie, oraz muzeum Górnictwa. Doradzamy też odbyć jedną z pieszych wycieczek, których plany wraz z mapami można otrzymać w Visitor's Center. A, i koniecznie popytajcie o miejscowe duchy.


R  E  K  L  A  M  A

Web Analytics