Oatman

Saturday, Feb 24th

Oatman


Oatman odwiedza rocznie ponad pół miliona turystów. Do granicy z Kalifornią na rzece Colorado można wygodnie dojechać drogą numer 68 przez Golden Valley i większość podróżnych, zwłaszcza tych jadących nad jeziora z przyczepą kampingową albo z motorówką, wybiera tą drogę, ponieważ odcinek starej Route 66 (droga nr 10) przez góry i Oatman jest o wiele trudniejszy (Zobacz mapę).


Niekonwencjonalni klienci Zdjęcie: Linda Tanner


Ci, którzy tu jednak docierają w drodze z Kingman do Laughlin, Bulhead City albo do Fort Mohave nad Colorado River, to turyści, którzy wiedzą, że Oatman jest atrakcją samą w sobie, i że warto pokonać tych kilkaset zakrętów żeby zwiedzić istniejące do dziś, najprawdziwsze (prawie), stare, górnicze Ghost Town i zobaczyć jedną z najpiękniejszych scenicznych tras w Ameryce, zwłaszcza ponad 15 mil wspaniałych widoków Black Mountains

Oatman nie można nazwać miastem ani nawet miasteczkiem, jest więc oficjalnie uważane za Ghost Town, chociaż mieszka tu na stałe ponad 150 osób i osada jest jak najbardziej żywa, zwłaszcza w południe w dni weekendowe, kiedy wstrzymywany jest ruch uliczny i odgrywane są rewolwerowe strzelaniny. Są tu tylko dwie ulice tworzące niewielkie koło i parę kilkudziesięciometrowych odnóg, przy których stoi łącznie parędziesiat budynków - a właściwie parterowych szop, w których mieszczą się sklepy z pamiątkami i z podkoszulkami z nadrukiem "Oatman, Arizona". Ale to tylko na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości sklepy w Oatman to wyjątkowa gratka dla amatorów autentycznej indiańskiej biżuterii, wyrobów ze skóry, ręcznie tkanych tkanin i innych artykułów typowych dla Południowego-Zachodu. Czasem trafia sie nawet jakiś prawdziwy antyk, ale żadko: turyści dawno wykupili prawie wszystkie starocie w calej okolicy.

Po Oatman włóczy się zawsze małe stadko dzikich, ale przywykłych do ludzi osłów, które są częścią dużego, liczącego prawie dwa tysiące sztuk stada, żyjącego w okolicznych wzgórzach. Zwierzęta te są potomkami osłów przywiezionych przez górników do pracy w kopalni. Kiedy skończyło się złoto, większość mieszkańców spakowała co się dało i wyjechała z miasta, zostawiając wszystko czego nie dało się zawiesić na siodle albo wrzucić na wóz. W Oatman zostały więc nawet osły. Zwierzęta są sympatyczne i przyjazne i domagają się marchewki, którą karmią je w wielkim nadmiarze turyści, a które można kupić wszędzie w Oatman. Osły przychodzą do miasteczka rano, kiedy zaczynają się tam pojawiać turyści i wracają na wzgórza wieczorem, kiedy nic już się nie dzieje. Co ciekawe, grupka odwiedzająca Oatman to nie całe 2-tysięczne stado, chociaż wszystkie wiedzą o łakociach od turystów, ale tylko kilkanaście sztuk, jakby wiedziały, że więcej nie ma co liczyć na świeżą marchew. Stadka schodzące do Oatman prawie nigdy nie składają się z tych samych osobników, codziennie przychodzi kilkanaście innych, jakby świadomie stosowały jakąś rotację.
Na osły, pomimo, że wydają się być oswojone, trzeba jednak uważać. Osły w Oatman to dzikie zwierzęta, zdarza się więc że gryzą, kopią albo wierzgają nogami. Nie znoszą szczególnie psów, których nie odróżniają od kojotów i przeważnie próbują je pogryźć albo rozdeptać. Kojoty, podobnie jak wilki, to drapieżniki polujące na inne zwierzęta, w tym na osły, są więc ich naturalnymi wrogami. Jeżeli zdarzy się wam być w Oatman z dziećmi albo z psem, trzymajcie je z dala od osłów, a dając im ich ulubioną marchewkę, bądźcie ostrożni, bo osły nie odróżniają też marchewki od palców.
Dowiadujemy sie ostatnio, że Bureau of Land Management Departamentu Spraw Wewnętrznych wprowadziło kategorycznie przestrzegany zakaz karmienia dzikich zwierząt we wszystkich stanach USA, w tym osłów w Oatman. BLM wprowadził też surowe grzywny za łamanie tego rozporządzenia. Nawet jednak bez decyzji BLM odradzamy zbyt bliski kontakt z osłami, zwłaszcza podawanie im marchewek. W przeszłości zanotowano kilka niemiłych wypadków. Bądźmy więc ostrożni.

Ponad połowa trasy z Kingman do Oatman to droga prosta jak strzała po płaskiej jak stół Mohave Desert. Prawdziwą atrakcją dla kierowcy jest dopiero ostatnich 15 mil. Trzeba tu jednak uważać, wariatów nie brakuję nigdzie, a starą Route 66 jeżdżą nie tylko emeryci na Harleyach-krążownikach. Szaleją tu też czasem motocyklowi i samochodowi wyczynowcy pompujący adrenalinę, dlatego zdarzają się tu dzikie wyprzedzania na podwójnej ciągłej linii, wyścigi i ogólnie - niebezpieczne zabawy niedoświadczonych młokosów. Jadąc każdą taką trasą trzeba mieć oczy szeroko otwarte i napewno stosować się do wszystkich oznaczeń. Znak ograniczający szybkośc do 15 mil na godzinę nigdzie nie może być zignorowany, pamiętajmy o tym na każdej trasie scenicznej, takiej jak ta do Oatman.

Do Oatman można się też łatwo dostać z drugiej strony, od południowego zachodu, tą samą drogą numer 10 albo prostą i nieciekawą, lokalną drogą numer 153 (Boundary Cone Road - Oatman Road) z Fort Mohave. Trasa dalej na wschód, z Oatman do Kingman, jest znacznie łatwiejsza niż w drugą stronę, ponieważ jedzie się cały czas po stronie góry, a nie urwiska. Zawsze doradzamy "przejechać" wtępnie taką trasę na Google. Doradzamy też obejrzeć film (w lewej kolumnie) pokazujący pełny półgodzinny przejazd przez Black Mountains z Kingman do Oatman.

Oatman do dziś zachowało szczególny charakter osady z Dzikiego Zachodu. Można się założyć, że 100 lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy twierdzić, że Oatman ma jakiś charakter. Była to wtedy osada, jakich powstawało w całej Ameryce setki, a może nawet tysiące. Większośc z nich zniknęła bez śladu i właśnie dlatego Oatman zachowało charakter. Charakter setek prawie takich samych małych boom-towns powstałych tylko dlatego, że gdzieś odkryto złoto, srebro albo - później - miedź i naftę. Oatman ma charakter głównie dlatego, ponieważ przetrwało i w ogóle istnieje. Może to zresztą jednak przesada. Oatman zostało dostrzeżone nie tylko przez turystów, ale nawet przez przedstawicieli wielkich studiów filmowych, które zrealizowały tu sceny do wielu znanych filmów, w tym do wieloodcinkowej, monumentalnej produkcji Metro Goldwyn Mayer z 1962 roku "Jak Zdobyto Dziki Zachód". O tym czym naprawdę jest Oatman nie da się jednak napisać, trzeba to zobaczyć.

Kilkunastu mieszkańców Oatman na codzień trudni się uprawianiem ulicznych strzelanin. Nie są to na szczęście prawdziwe wymiany ognia ani napady, ale odgrywane kilka razy dziennie sceny z burzliwej przeszłości miasteczka. Aktorzy odgrywają awantury i burdy jakie w takich miejscach jak Oatman sto lat temu były na porządku dziennym i często kończyły się dla niejednego ich uczestnika na cmentarzu. Mieszkańcy Oatman noszą jadnak w kaburach nie tylko rewolwery nabite ślepymi nabojami. Większość mieszkańców jest dobrze uzbrojona w najprawdziwszą broń palną, tak samo jak sto lat temu i przechodzień z rewolwerem zwisającym u pasa to niekoniecznie miejscowy aktor. O tym, że obywatele miasteczka są przeważnie uzbrojeni, informuje stosowny napis przy wjeździe do Oatman.

Pomimo, że miasteczko ma super-zabytek jakim jest Oatman Hotel, nie ma się tu gdzie przespać. Oatman nie posiada ani jednego miejsca noclegowego, a zabytkowy hotel, o którym szerzej w Historii Oatman, ma tylko czynną restaurację. Najbliższe miejsca noclegowe można znaleźć dopiero w pobliskich Bullhead City albo w Laughlin. Poza restauracją w hotelu, nie ma tu szczególnego wyboru jeśli chodzi o rozkosze podniebienia. Trudno tu zjeść coś wyjątkowego - w rzeczywistości trudno tu zjeść cokolwiek. Oatman to w końcu przyzwoite Ghost Town i dlatego prawie wcale nie ma restauracji.


* Mojave - pisownia hiszpańska, Mohave - pisownia angielska, obie są poprawne.


R  E  K  L  A  M  A

Web Analytics