Krótka historia San Francisco

Sunday, Feb 25th

Krótka historia San Francisco


Pierwsi Europejczycy osiedlili się w okolicy dzisiejszego San Francisco w roku 1776, kiedy Hiszpanie założyli tu wojskowy fort imienia świętego Franciszka (Presidio de San Francisco) i misję św. Franciszka z Asyżu, przemianowaną później na Mission Dolores, na północ od przesmyku Golden Gate. Do roku 1835 wokół misji i fortu powstały niewielkie wioski osadników. Hiszpanie nie wykazywali jednak większego zainteresowania tymi terenami i w 1836 opuścili fort. W 1835 roku po drugiej stronie zatoki, w okolicach jaskini nieopodal obecnego Telegraph Hill, imigrant z Anglii William Richardson zbudował pierwsze gospodarwstwo poza misją. Dało ono początek osadzie, którą Richardson nie wiadomo dlaczego nazwał po hiszpańsku - "Yerba Buena", co znaczy “Dobre Zioło” albo “Dzika Mięta”. To właśnie tu powstał póżniej port i miasto San Francisco. 9 lipca 1846 roku osada stała się formalnie częścią USA na mocy zawartego po wojnie meksykańsko-amerykańskiej traktatu “Guadalupe Hidalgo”, sankcjonującego wcześniejszą aneksję Californi. 30 stycznia 1847 roku zmieniono nazwę osady, która liczyła już 459 mieszkańców, na San Francisco. Nikt już nie wie dlaczego, podobnie jak wcześniej Mr. Williamsnon, Amerykanie nadali hiszpańską nazwę osadzie, która nie miała nic wspólnegpo z Hiszpanami ani z ich fortem.

Gwałtowny rozwój San Francisco zaczął się pod koniec 1848 roku, po odkryciu w Californi złota. Pierwsza wiadomość o tym dotarła do miasta jeszcze jesienią, ale wywołała wtedy niewielkie poruszenie. Od września, gdy o złocie wiedział już niemal cały świat, do grudnia 1848 roku, do miasta przybyło na pokładach statków ponad 20 tysięcy osadników i poszukiwaczy. Na wydmach na wybrzeżu powstała ogromna osada składająca się z namiotów i szop. Przez cały rok 1849 do San Francisco przybyły tysiące nowych poszukiwaczy. To właśnie te fale osadników (łącznie w ciągu kilku lat trwania gorączki złota - ponad 77 tysięcy) nazywano później "Forty-Niners", or roku, w którym wielka gorączka się zaczęła. Pod koniec 1849 r. miasto miało już 35,000 mieszkańców. Ci, którzy mieli szczęście, spali w hotelach i w naprędce kleconych drewnianych szopach, najczęściej w wieloosobowych pokojach, na składanych łóżkach bez materacy. Przyjemność ta kosztowała 15 dolarów za noc (!) - równowartość prawie 500 dolarów w 2017 roku za nocleg w szopie, często na kupie szmat na podłodze. Było też trochę prywatnych “apartamentów”, których koszt wynajęcia wynosił od 200 do 300 dolarów na miesiąc (ponad $8,000.00 w dolarach z 2017 r.). Miesiąc w prywatnej kwaterze albo w lepszym hotelu, w ekskluzywnym pojedynczym pokoju z łóżkiem i pościelą, z lustrem, szafką, miednicą i dzbankiem zimnej wody dla porannej toalety, kosztował od 500 do 1,000 dolarów (od czternastu do dwudziestu ośmiu tysięcy dziś). Wprost trudno w to uwierzyć, ale to prawda.


California Forty-Niners, Gold Rush 1849 Zdjęcie: University of California


Niektórzy właściciele domów wynajmowali miejsca do spania na stołach, ławkach, na deskach ułożonych na kozłach do cięcia drewna, albo wprost na podłodze, za 2 do 10 dolarów za 8 godzin. Znany jest przypadek człowieka, który do spania wynajmował tuzin starych foteli bujanych. Pomiędzy śpiącymi uwijały się chmary much, pcheł i insektów, a w nocy pojawiały się szczury, które gryzły śpiących ludzi w uszy, nosy i policzki. Na niektórych domach wywieszano ostrzeżenia aby na noc przykrywać głowy kocem dla zabezpieczenia przed szczurami.

Ceny wszelkich artykułów i usług były równie astronomiczne, a zapotrzebowanie na służących, kelnerów, portierów, kucharzy i praczki było wprost niesłychane. Ci, którzy wykonywali te zawody pobierali za swoje usługi niezwykle wygórowane opłaty i oczekiwali traktowania z największym szacunkiem. Kelner nie reagował dopóki klient nie użył zwrotu “panie kelnerze”, albo "Sir", a każdy kucharz bez względu na swoje umiejętności, wymagał aby zwracać się do niego per “chef”. Jednym z nielicznych wyjątków, była urodzona w niewoli na plantacji koło Augusty, Georgia, przybyła z Nowego Orleanu na początku 1850 roku mulatka, niejaka Mammy Pleasant. Postać barwna, znana z aktywnej pomocy zbiegłym niewolnikom i ścigana na wschodnim wybrzeżu przez łowców czarnych uciekinierów, Mary Ellen stała się jedną z najpopularniejszych postaci w mieście. W ciągu kilku lat stała się też jedną z najbardziej wpływowych, dorobila się zawrotnego majątku ponad 30 milionów (ówczesnych!) dolarów i pod koniec życia była właścicielką dziesiątków biznesów, domów mieszkalnych, saloonów. Była też słynna z wielkich umiejętności i talentu kulinarnego, tak przynajmniej twierdziła zaraz po wylądowaniu w San Francisco, ale kazała na siebie mówić po prostu “kucharka”. Zaraz po opuszczeniu statku, Mammy otoczyła wielka grupa właścicieli lokali i saloonów pragnących ją natychmiast zatrudnić i oferujących nazdwyczajne zarobki. Chętnych było aż tak wielu, że Mammy Pleasant urządziła licytację, w której zwyciężyć miał ten, który zaoferuje najwyższą pensję. Wygrała oferta 500 dolarów na miesiąc (ponad $14,000.00 w 2017). Szczęśliwy zwycięzca licytacji podpisał z nią umowę, w której oprócz wysokości zarobków umieszczono zastrzeżenie, że Mammy nie będzie nigdy zobowiązana do mycia naczyń. Mammy Pleasant stała się sławna jako najlepiej opłacana kucharka w San Francisco, choć jej kariera w tym zawodzie była bardzo krótka. Powyższa historia jest prawdopodobnie całkiem fałszywa, Mary Ellen nie musiała być kucharką, przyjechała do miasta z dużą gotówką i w ciągu paru miesięcu kupiła już swój pierwszy dom noclegowy. Napisała co najmniej kilkanaście różnych wersji swojego życiorysu, a pamiętniki i wspomnienia z różnych lat przedstawiają wiele niezgodnych z prawdą faktów. Historia czarnej kucharki z New Orleans zarabiającej bajońskie sumy w białym San Francisco, była jedną z tysięcy barwnych opowieści tamtych czasów, dodających czaru i czasom i miejscu. Jest jednak prawdą, że zwykłe praczki kazały sobie płacić 20 dolarów za wypranie tuzina sztuk bielizny, kila razy więcej niż dziś! Niektórzy, bardziej majętni i dbający o czystość mieszkańcy miasta, niezadowoleni z jakości usług miejscowych praczek, wysyłali swoje rzeczy statkami do Chin albo do Honolulu, gdzie usługi były na dużo wyższym poziomie i po niższych cenach.

Bardzo drogie były owoce i warzywa, na które mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. Żeby sobie uświadomić skalę cen, wystarczy pomnożyć kwotę z 1847 roku przez 28, co daje przybliżoną wartość w roku 2017. Oto ceny niektórych artykułów i produktów:

  • jabłka - od 1 do 5 dolarów za sztukę
  • tuzin jajek - od 10 do 50 dolarów
  • nóż rzeźnicki - 30 dolarów
  • łopata - od 15 do 25 dolarów
  • miska do wypłukiwania złota – co najmniej 5 dolarów
  • koc - 40 dolarów
  • buty dobrej jakości - 100 dolarów
  • jakiekolwiek tabletki - minimum 10 dolarów za dawkę
  • wizyta u lekarza - co najmniej 100 dolarów
  • litr dobrej whisky - 30 dolarów
  • deska o długości 6 m - 20 dolarów
  • kilogram zapinek służących do spinania części ubrania był wart tyle co kilogram złota.

Jedynym środkiem płatniczym w Californi było w tym okresie złoto. We wrześniu 1848 roku została ustalona jego ostateczna cena. Postanowiono, że uncja kruszcu (31.1 g), będzie kosztować 16 dolarów. Ceny spadły jednak dopiero wtedy, kiedy coraz więcej artykułów zaczęło przybywać statkami z innych części Stanów Zjednoczonych. Z powodu astronomicznych cen na wszystko w Californi, handel czymkolwiek okazał się nadzwyczaj lukratywny i transportem zajęły się setki małych i większych firm. Podczas gdy transport osobowy i poczta zostały przejęte przez firmy dyliżansowe i Pony Express podróżujące lądem przez Sierra Nevada i dalej na wschód, większość towarów w tamtych czasach przybywało do San Francisco albo z Meksyku, co było bardzo trudne podczas wojny i zaraz po niej, albo ze wschodnich stanów USA na statkach. California nie była jeszcze wtedy głównym producentem żywności tak jak dziś, ani nie miała żadnego zaplecza przemysłowego: fabryk, wytwórni ani nawet małych zakładów. Wszystko trzeba było przywieźć okrętem. Towary, zboże i przetwory żywnościowe ze Środkowego Zachodu, płynęły najpierw barkami po Mississippi do New Orleans, skąd przeładowane na statki docierały San Francisco wiele tygodni później. Nie było wtedy jeszcze Kanału Panamskiego, okręty płynęły więc wokół Południowej Ameryki. Niektóre transporty przeładowywano na muły i wozy w najwęższym miejscu kontynentu w Panamie i przewożono na zachodnie wybrzeże. Ładowano je tam znowu na statki. Dopiero oddana do użytku w 1869 roku transkontynentalna linia kolejowa łącząca San Francisco z resztą kraju, zrewolucjonizowała transport na Zachód.

W okresie największej gorączki większość statków przybywających do zatoki była porzucana przez członków ich załóg, którzy udawali się natychmiast po wylądowaniu na nabrzeżu wgłąb lądu na poszukiwanie złota. W szczytowym okresie gorączki w zatoce stało ponad 500 zupełnie opuszczonych okrętów, przeważnie wypełnionych towarem. Wkrótce wielkim problemem stało się rozładowywanie przybywających statków, ponieważ te, które zostały opuszczone, blokowały dostęp do niewielkiego portu. Niektóre zatonęły, inne zacumowane przy brzegu, pozamieniano na tymczasowe saloony, restauracje, hotele i pensjonaty. Części wielu z nich - belki stropowe, ozdobne panele z kapitańskich kajut, deski pokładowe i maszty, cenny mosiądz i inne metale, wykorzystano przy budowie nowych domów. Miejsce gdzie dziś znajduje się centrum finansowe (Finanacial District), od nabrzeży przy Oakland Bridge aż do Pierwszej Ulicy i do piramidy (wieżowiec Transamerica), było małą zatoką, nad którą powstała osada Yerba Buena i gdzie znajdował się port. Obszar od nabrzeża 39 aż do mostu, w tym całą Zatokę Yerba Buena zasypano, powiększając obszar downtown. Ekipy pracujące przy budowie nowych wieżowców, do dziś znajdują tu resztki okrętów, które zatonęły w latach gorączki złota.


San Francisco z widokiem na wyspę Yerba Buena, 1851 r. Dziś Downtown. Zdjęcie: Wikipedia


Wiosną 1849 roku wielkim wydarzeniem kulturalnym stało sie przybycie do miasta cyrku, który miejscowa gazeta opisała tak: “Pod prostym namiotem ułożono ławki z surowych desek, na których zasiedli zaciekawieni i dający się łatwo zadowolić widzowie. Na arenie znajdowała się trampolina, którą paru skoczków wykorzystywało do skoków przez kilka stojących obok siebie koni. Następnie pokazywano odważne ewolucje jeźdźców na galopujących koniach i akrobacje nie znających strachu artystów na trapezie". Pierwsze prawdziwe przedstawienie teatralne dano w styczniu 1850 roku w Washington Hall, lichym budynku z desek, który później, po "remoncie", zasłynął jako ekskluzywny dom publiczny. Pierwsze przedstawienie w specjalnie do tego celu przeznaczonym budynku, Jenny Lind Theatre, odbyło się we wrześniu 1850 roku. Budynek, własność znanego hazardzisty Toma Maguire, spłonął niestety kilka miesięcy później. W 1851 roku, na miejscu zgliszcz, Maguire wybudował budynek teatru z kamienia, który wkrótce władze miejskie odkupiły za 200,000 dolarów, przeznaczając go na swoją siedzibę.

Na początku 1850 roku miasto liczyło już dobrze ponad 35,000 stałych mieszkańców. Leżało na bardzo pofałdowanym terenie, miało zaledwie kilka wytyczonych pobieżnie, nierównych i krzywych ulic bez utwardzonej nawierzchni, pełnych dziur wypełnionych błotem. Podczas częstych w San Francisco ulewnycyh deszczów, w grzęzawiskach topiły się całe zaprzegi z wozami i zwierzętami. Na dziury i głębokie doły kładziono gałęzie, patyki, drewniane pudła, stare beczki i inne niepotrzebne rzeczy, ale nie dawało to spodziewanych rezultatów. Na skrzyżowaniu ulic Kearny i Clay w samym centrum miasta powstało tak wielkie grzęzawisko, że władze postawiły tam tablicę z ostrzeżeniem, że ulica jest nieprzejezdna.

Poszukiwacze złota, do których uśmiechnęło się szczęście, przybywali do San Francisco z okolicznych gór w celach "rozrywkowych", co polegało najczęściej na piciu whisky, grze w bilard i w karty. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać więc saloony, domy rozpusty, różnego rodzaju lokale rozrywki i hazardu, czynne całą dobę przez siedem dni w tygodniu. Kłębiły się w nich wielkie tłumy żądnych wrażeń mężczyzn i szukających klientów "dam" - w każdym wieku. Przed rokiem 1855  działało w San Francisco ponad 1,000 lokali, w których uprawiano hazard, a które można dziś określić tylko jednym słowem: szulerni, nad którymi nikt nie miał żadnej kontroli. Pierwsze prawo stanowe skierowane przeciwko hazardowi, powstało w 1854 roku. Nie było ono jednak w pełni egzekwowane i spowodowało zamknięcie jedynie paru mniejszych szulerni, tych, których właściciele nie mieli jeszcze stosownych koneksji i tych, których nie było stać na sprawnych adwokatów z koneksjami. W roku 1855 uchwalono prawo nakazujące wykupienie licencji na prowadzenie działalności hazardowej. Od tej pory każdy, kto chciał otworzyć taki przybytek, musiał zapłacić miastu za licencję i dać łapówkę politykom za poparcie. Do najsłynniejszych saloonow/kasyn w tym okresie należały El Dorado, Parker House, Empire, Mazourka, Alhambra i Varsouvienne. Nie wiadomo czy ta ostatnia (oraz Mazourka) należała do Polaków, chciaż nazwa mogłaby to sugerować. El Dorado był pierwszym lokalem powstałym w okresie gorączki złota. Początkowo mieścił się w wielkim namiocie, który niebawem zastąpiono drewnianym budynkiem składającym się z jednego, wielkiego, kwadratowego pomieszczenia. Było tam kilka małych, dyskretnych kwater oddzielonych od siebie kotarami z muślinu, gdzie można było oddawać się wszelkiemu hazardowi bez udziału gapiów. Ściany budynku były bogato zdobione we freski i malowidła, najczęściej przedstawiające nagie kobiety w niedwuznacznych pozach. Przy jednej ze ścian, ozdobionej wielkimi, kosztownymi lustrami, był bar, a po przeciwnej stronie, ozdobiona kolorowymi serpentynami i flagami, platforma, z której nieustannie grająca orkiestra umilała czas hazardzistom. W kwaterach przy stolikach, na których leżały grudki złota, srebrne i złote monety, siedzieli gracze i ubrani na biało-czarno krupierzy. Większość graczy w tych czasach wyglądała jakby byli w ostatnim stadium gruźlicy. Byli to najczęściej ludzie wysocy, chudzi, wyniszczeni ciężką pracą podczas wydobywania złota. Gwałtowni i porywczy, nie rozstawali się z bronią, która nieraz decydowała o życiu lub śmierci. Nosili na codzień po jednym albo nawet po dwa rewolwery, a za pasem i w cholewach wysokich butów trzymali długie noże, którymi umieli się posługiwać z wielką łatwością.

Początkowo w domach hazardu pracowali wyłącznie mężczyźni. W 1850 roku nastąpił jednak przełom i w kasynie Bella Union zatrudniono piękną Francuzkę, madamme Simone Jules, która wzbudziła sensację wśród graczy. Obsługiwała ruletkę, przed którą gromadziły się tłumy mężczyzn pragnących nagle zagrać w ruletkę i zobaczyć czarnooką piękność. Dochody kasyna wzrosły wielokrotnie i inne kasyna zaczeły też zatrudniać kobiety. Wszystkie starały sie zapewnić jak najbardziej wyszukaną rozrywkę dla swoich klientów. W Alhambrze występowały francuskie solistki grające na harfie, fortepianie i skrzypcach, w Aguila de Oro występował murzyński chór, a w Bella Union koncertował meksykański kwintet. Nawet w największych kasynach minimalne stawki dla graczy wahały się od 50 centów do 10 dolarów. Mimo to, sumy jakie przewijały się przez kasyna były ogromne jak na owe czasy. Jedno z liczniej odwiedzanych kasyn miało dzienne obroty przekraczające 200,000 dolarów - ponad pięć i pół miliona w dzisiejszych pieniądzach! Niewielu graczy wygrywało, prawie wszyscy tracili, nieraz były to prawdziwe fortuny przegrane w ciągu jednej nocy. Największym wygranym był zawsze właściciel kasyna, co jest zasadą wszystkich kasyn i państwowych loterii po dziś dzień. Nierzadko gracze stawiali sumy 16, 20 tysięcy dolarów, gdy o wygranej albo przegranej decydowało odkrycie jednej karty. Jeden z najbardziej utalentowanych hazardzistów tamtych czasów, Jim Rynders, słynący z olśniewająco białych zębów, potrafił w ciągu trzech dni wygrać przeszło 89,000 dolarów, a kiedy indziej, w takim samym czasie, stracić ponad 100,000 dolarów. Kilka lat później podczas podróży po Europie, w kasynie Homberg Spa, Ryders zamierzał postawić 25,000 dolarów na kolor czerwony w ruletce. Zarząd kasyna sprzeciwił się jednak tak wysokiej stawce. Puszczono koło ruletki i wygrał kolor czerwony! Największą przegraną w tych czasach mógł poszczycić się niejaki Ed Moses, który podczas jednego wieczoru przegrał 200,000 dolarów. Wszystkie te sumy to kwoty astronomiczne, porównywalne do milionów w dzisiejszych dolarach.

Wszyscy szukający złota w Californi wierzyli, że staną się bogaczami. Większość rozmów przy whisky lub w saloonach koncentrowała się na przepychu jakim się otoczą i na rozkoszach które zafundują sobie kiedy już znajdą tą najwiekszą żyłę, Mother Lode. Snuto marzenia o pałacach pełnych służących, lokajów i ślicznych pokojówek, o importowanych meblach z Francji i z Londynu, jakie niektórzy widzieli kiedyś w salonach w Nowym Yorku albo w St. Louis. Wielu nigdy nie widziało czegoś bardziej komfortowego niż drewniana ława i łóżko z siennikiem, opowieści o dywanach, kandelabrach i pianinach były więc prawdziwymi hitami. To właśnie wtedy zaczęto nazywać Californię Golden State. Fortuny zdobyło niewielu, można ich policzyć na palcach. Największe pieniądze zarabiali spekulanci wszelkiej maści, co potwierdzają cytowane wcześniej astronomiczne ceny najbardziej podstawowych artykułów. Prawdziwe majątki powstały na wymianie pieniędzy, na kupnie złota i zamianie go na papierowe dolary i na wszelkich usługach bankowych, skrytkach i sejfach. Jak zawsze i wszędzie, największe fortuny zdobyli bankierzy. Większość poszukiwaczy nigdy nie znalazła niczego a ich działki przynosiły tylko straty. Wydawali pieniądze, z którymi przyjechali do Californi i każdą uncję złota jaką faktycznie znaleźli, na łopaty i kilofy, mieszkali pod gołym niebem albo pod płócienną płachtą i kupowali coraz to nowe prawa do sąsiednich działek. Wielkie pieniądze zarabiali urzędnicy, nierzadko sami rozpuszczający fałszywe wiadomości o rzekomych żyłach na którejś działce, na które rzucali się wszyscy ci, którzy jeszcze nie znaleźli złota. Ci którym dopisało szczęście, tracili zarobione pieniądze najpierw w kantorach przeliczających procent złota w samorodku, a później w salonach gry, w domach publicznych i knajpach. Niektórzy próbowali się "dorobić" na rozboju i zbrodni. W rekordowym roku 1855 w San Francisco dopuszczono się aż 583 zabójstw. Władze miasta były tak skorumpowane i bezsilne, że nie było nikogo kto ścigałby morderców, złodziei i zbrodniarzy i wymierzył im sprawiedliwość. W roku 1851 roku mieszkańcy założyli komitet, którego celem było zapobieganie występkom i zbrodniom i ściganie bandytów. Komitet, który liczył początkowo 800 osób różnych profesji, w 1856 r. był już wielką organizacją zrzeszającą blisko 8,000 członków. Komitet odniósł wiele sukcesów na polu walki z przestępczością. Zajmował się sądzeniem, skazywaniem i karaniem przestępców do czasu, kiedy zajęły się tym władze miasta.

Na początku gorączki złota na kilkanaście tysięcy mężczyzn przebywających w 1849 r. w mieście, przypadało zaledwie 300 kobiet i to w większości prostytutek z Ameryki Południowej. Kobiety były zjawiskiem rzadko spotykanym i niektórzy żartowali, że na ulicy San Francisco łatwiej można spotkać słonia niż przechadzającą się damę, a jeszcze rzadszym zjawiskiem był widok dziecka. Powszechne zainteresowanie budziło bawiące się dziecko, a widok idącej ulicą kobiety był prawdziwą sensacją. Wszyscy rzucali się do okien, fryzjerzy odstawiali brzytwy i grzebienie, lekarze wybiegali na chodniki podziwiając grację kroku, piękno koronkowej parasolki i kształt kapelusza. W mieście powstała więc niebawem dzielnica rozpusty, składająca się z namiotów i zbitych z drewna bud, gdzie prostytutki, które traktowano z wielkim szacunkiem, jak prawdziwe, wielkie damy, przyjmowały swoich klientów. Podczas pierwszych 6 miesięcy 1850 roku do miasta przybyło ponad 2,000 pań lekkich obyczajów z Europy, głównie z Francji, oraz z Nowego Jorku i Nowego Orleanu. Wkrótce dzielnica rozpusty w San Francisco rozrosła się do ogromnych rozmiarów, stając się prawie miasteczkiem. Można było tam znaleźć "ladies" z każdego, nawet najbardziej odległego zakątka świata, a cała dzielnica doczekała się nowej nazwy: Wybrzeże Berberyjskie, bowiem oprócz rozkoszy w namiocie z piękną nienzajomą, można tam było również stracić życie.

Po odkryciu złota w Californi, zaczęły wybuchać konflikty między Amerykanami, Meksykanami i nowymi imigrantami. Amerykanie usuwali obcych ze złotonośnych działek, niszczyli ich namioty i sprzęt, twierdząc że bogactwa Californi należą się wyłącznie im. Jesienią 1848 roku w San Francisco, powstała organizacja pod nazwą “Hounds”, zrzeszająca zdemobilizowanych żołnierzy, która postawiła sobie za cel “ochronę obywateli amerykańskich przed hiszpańsko-języcznymi cudzoziemcami”. Członkowie organizacji, w większości złodzieje i awanturnicy, napadali na cudzoziemców, okradali ich i niszczyli im dobytek. Posunęli się nawet do tego, że właścicielom firm, sklepów, barów i kasyn kazali płacić za ochronę przed domniemanym zagrożeniem ze strony cudzoziemców. Zupełnie jak nowojorska mafia sto lat później. Kres organizacji nastąpił po krwawym ataku na obóz chilijskich poszukiwaczy złota, kiedy bez prowokacji i z zimną krwią zamordowano wielu niewinnych ludzi. Wzburzeni mieszkańcy miasta stworzyli specjalny składający się z 230 uzbrojonych mężczyzn, który miał położyć kres działalności organizacji. Rozpoczęło sie wielkie “polowanie” na członków “Hounds”. Komitetowi udało się złapać 20 członków organizacji, w tym jej lidera, Sama Robertsa. Reszta rozpierzchła się po calej Californi. W procesie sądowym więźniów skazano na kary do 10 lat więzienia i ciężkich robót i na wysokie grzywny, ale po kilku dniach zwolniono wszystkich skazanych. Około roku 1855 większość złota znajdującego się na powierzchni została wyeksploatowana. Pozostały tylko pokłady ukryte głęboko pod powierzchnią ziemi, których eksploatacja wymagała dużych nakładów finansowych.

W 1904 roku założono w San Francisco Bank of America, który stał się największym bankiem na świecie. Bank miał duży udział w sfinansowaniu budowy mostu Golden Gate nad zatoką San Francisco. Prosperity San Francisco przerwała jednak niespodziewana katastrofa. 18 kwietnia 1906 roku o 5:13 rano miasto nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. Wszystkie instalacje wodne zostały zniszczone, w gruzach legło ponad 28,000 budynków a w wielu miejscach wybuchły pożary, których nie udało się ugasić przez 3 dni. Jack London, który przebywał wtedy w mieście, napisał do miejscowej gazety: “Miasto San Francisco przestało istnieć”. Po opanowaniu pożarów z energią zabrano się za odbudowę zniszczonego miasta, która trwała przez kilka następnych lat. W latach 1930-ch miasto dotknęła Wielka Depresja powodując, że tysiące ludzi straciło pracę i oszczędności bankowe. Dopiero atak na Pearl Harbour i przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny w 1941 roku przerwały złą koniunkturę. Wiele stoczni znajdujących się na zachodnim wybrzeżu zaczęło przyjmować pracowników do budowy statków na potrzeby wojenne. Największa stocznia w San Francisco, Kaiser Shipyard, zatrudniała wtedy blisko 100,000 pracowników. Do miasta zaczęli napływać pracownicy z innych części kraju, co spowodowało wielki boom budowlany.

Okres powojenny, to czas ciągłej rozbudowy miasta i napływ nowych mieszkańców. 17 października 1989 roku San Francisco nawiedziło kolejne, wielkie trzęsienie ziemi. W ciągu 20 sekund 63 ludzi straciło życie a zniszczenia oszacowano na 10 miliardów dolarów. Ponad 3,700 osób zostało rannych a 12,000 straciło dach nad głową. Miasto stanęło jednak znów na nogi, jak zawsze.


R  E  K  L  A  M  A

Web Analytics