Florida Facts

Sunday, Feb 25th

Przewodnik | Wybierz Stan | Florida | Florida facts

Florida Facts


Floryda z obszarem 65,755 mil kwadratowych (170,305 kilometrów) zajmuje 22 miejsce w USA pod względem wielkości i jest mniej więcej o połowę mniejsza od Polski liczącej 120,726 mil kwadratowych (312,679 km). Graniczy tylko z dwoma stanami: Alabamą i Georgią, ma za to najdłuższą (oprócz Alaski) linię brzegową - ponad 1,350 mil (2,170 km) wybrzeża i plaż po obu stronach półwyspu. W okolicach Miami leży jeden z kątów słynnego Trójkąta Bermudzkiego.

Sunshine State (Słoneczny Stan) cieszy się słońcem przez większą część roku, nigdy nie pada tu śnieg a temperatury poniżej zera stopni Celsjusza zdarzają się bardzo rzadko i są anomalią pogodową. Najważniejszym przemysłem stanu przynoszącym największe dochody jest turystyka, a raczej „przemysł wypoczynkowy”. Dzisiejsza Floryda to symbol rozrywki, zabawy, słonecznych plaż, surfingu i po prostu wakacji. Wschodnie wybrzeże od Jacksonville aż po Miami to od paru dziesięcioleci miejsce gdzie wakacje spędzali najpierw najbogatsi przemysłowcy z Nowej Anglii. Dziś odpoczywają tu wszyscy a atlantyckie wybrzeże ściąga kilka milionów turystów z całego świata. Floryda to również tradycyjnie miejsce gdzie wiosenne ferie w kwietniu spędza młodzież szkolna i studenci.

Kiedyś uważana za niemożliwą do zasiedlenia ze względu na nieznośny klimat, wrogich Indian i bagnisty teren, Floryda jest dziś wspaniale zagospodarowanym stanem z przebogatym zapleczem stworzonym specjalnie na potrzeby turystyki.
Ale wczasy, jachty i wakacje to nie wszystko. Floryda to również rolnictwo i hodowla, sady cytrusowe, jeden z najlepiej zachowanych parków przyrody, najwyższa technologia kosmiczna w Cape Canaveral i kilka dużych ośrodków miejskich po obu stronach półwyspu. Są tu też setki mil czystych plaż ze wspaniałym zapleczem i setki mil dzikich plaż bez zaplecza ale z koloniami flamingów, kormoranów i pelikanów. Gaje cytrusowe, drzewa z brodami jak wszędzie na Południu, palmy i największe firmy technologiczne w Miami, w Tampie i w Jacksonville. Są tu też farmy aligatorów i tysiące tych zwierząt żyjących na wolności w parku Everglades. Karaibskie dźwięki, nocne życie i najlepsze uczelnie. Kolonie kolibrów w Gainsville, tropikalne kwiaty wzdłuż autostrad i oswojone kury i koguty na uliczkach Key West. Taka dzisiaj jest Floryda - zróżnicowana, zachwycająca i piękna.

Podstawą ekonomii Florydy zanim pojawili się tu bogaci przemysłowcy z Północy było proste rolnictwo, hodowla bydła i cytrusów. W południowej, bagnistej i podmokłej części stanu do dziś uprawia się duże ilości trzciny cukrowej i ryżu, których Floryda - obok Louisiany - jest znaczącym producentem. Północna Floryda aż do Wojny Secesyjnej żyła głównie z wielkich plantacji bawełny, podobnie jak większość stanów dawnego Południa. Północno-zachodnia część stanu - Panhandle - oraz Wschód, zaraz przy granicy z Georgią, to do dziś rejony z największą ilością arcydzieł przedwojennej - antebellum - architektury na Florydzie.

Recesja z 2008 roku nie ominęła Florydy. W rzeczywistości, Floryda ucierpiała o wiele bardziej niż inne stany, może nawet bardziej niż California, o której mówi się że w wyniku kryzysu znalazła się na skraju bankructwa. Wielki kryzys spowodowany upadkiem rynku realnościowego w pierwszym rzędzie oznaczał utratę pracy przez miliony Amerykanów, którzy nagle musieli zacząć oszczędzać. Jedną z pierwszych ofiar kryzysu był więc przemysł turystyczny, czyli na Florydzie - prawie wszystko. Co ciekawe, na kryzysie nie ucierpiały prawie wcale parki rozrywki w Orlando, które nie zanotowaly strat. Efekty recesji są wciąż widoczne, ale widzą je w zasadzie tylko tubylcy: wysokie bezrobocie, ceny w sklepach, recesja i inflacja - ogólnie gorzej niż było. Dla turysty wszystko jest jednak po staremu. Działają parki rozrywki, hotele są pełne, na plażach trudno znaleźć miejsce na koc, a po Ocean Drive w South Beach przewalają się takie same tłumy jak dawniej - 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Amerykański kryzys to jednak raj dla inwestorów. Robią - lub zrobią - na nim pieniądze wszyscy, również cudzoziemcy. Domy po trzysta tysięcy można teraz kupić za sześdziesiąt, a mieszkanie nawet za czterdzieści. Prędzej czy później wszystko wróci do normy, kto ma teraz trochę wolnej gotówki zarobi za parę lat - takie są przynajmniej rachuby inwestorów, które zazwyczaj sprawdzają się w każdym kryzysie.

Obydwa wybrzeża Florydy to już dziś dwa nieprzerwane ciągi miast i miasteczek rozciągających się od Georgii i Alabamy aż po park Everglades, i od Jacksonville po Key West, i tworzących ogromne zespoły urbanistyczne po obu stronach półwyspu. Tylko w kilku miejscach przybrzeżne pasy miejskie są jeszcze poprzerywane wąskimi obszarami naturalnego środowiska Florydy, prawie wszystko zostało już całkiem skomercjalizowane i zabudowane. Zachodnia strona półwyspu, ta od strony Zatoki Meksykańskiej, zachowała narazie trochę więcej obszarów naturalnych niż wschodnie wybrzeże - na północ od Tampy i w pasie bezpośrednio graniczącycm z Everglades - ale postępująca urbanizacja całego stanu wkrótce zamieni również i te miejsca w asfalt, parkingi i shopping malls.

Urbanizacja wdziera się powoli wszędzie, w każdy zakątek stanu, zastępując domami, trawnikami i basenami starożytne palmowe gaje, a nawet współczesne plantacje cytrusów. Prawie 20 milionów stałych mieszkańców Florydy wykorzystuje większość naturalnych zasobów półwyspu, ale prawdziwa dewastacja regionu to turystyka. W 2013 roku na Florydzie spędziło wakacje ponad 93 miliony osób. Nie przez cały rok, oczywiście, ale liczba ta daje pojęcie o potrzebach i zaopatrzeniu. W przeliczeniu na roczne zapotrzebowanie na wodę, żywność i inne środki niezbędne dla utrzymania takiej liczby ludzi, sami turyści przewyższają liczbowo ilość stałych mieszkańców Florydy co najmniej dwa do jednego. To tak, jakby w stanie mieszkało nie 20 milionów ludzi, ale ponad 60! Zachodnia strona półwyspu, czyli Gulf Coast, jest bardziej atrakcyjna turystycznie niż wschód, choćby dlatego, że wody Zatoki są przeważnie o 20 stopni Fahrenheita cieplejsze niż wody Atlantyku w Miami i w Fort Laudaerdale. Wschodnie Wybrzeże ma całkiem inne powaby, do lat 90-tych, w dużym stopniu związane z kartelami narkotykowymi z Columbii, Meksyku i z Bliskidego Wschodu. Można jednak sądzć, że urbanistyczna dewastacja wybrzeża Zatoki w ciągu kilku dekad dorówna tej na wschodniej stronie półwyspu. Spójrzmy na mapę Florydy: wybrzeże Atlantyku, pomimo, że wciąż mniej atrakcyjne turystycznie niż Zatoka, jest już jednym wielkim, 350-milowym ciągiem hoteli, shopping malls i imponującej urbanizacji. Ile czasu ma jeszcze Gulf Coast zanim stanie się jedną z tysięcy "American Urban Jungles"? Ze wszystkimi problemami z jakimi borykają się Miami, Fort Lauderdale, Jacksonville, i setki innych miast, w których handel narkotykami, przestępczość i ciche przyzwolenie władz - to norma?

Ale urbanizacja to tylko jeden problem, o wiele poważniejsze jest zniszczenie naturalnego środowiska. Jest to oczywiście problem światowy, niszczone jest dosłownie wszystko i wszędzie, zatruwane są plaże, morza i oceany, trująca zaczyna być woda, a nawet powietrze, którym oddychamy. Niestety, wciąż jest na świecie za mało tych, którzy spoglądają czasem w górę i zadają pytania.


R  E  K  L  A  M  A

Web Analytics