Key West

Sunday, Feb 25th

Key West


Większość przewodników po Key West na pierwszej stronie podaje informację, że jest stąd bliżej do Havany niż do Miami. Bliskość Havany była ważna w XVII wieku, kiedy prawie wszystko w tej częścią świata było hiszpańskie, a między Kubą a Nowym Orleanem i Galveston kursowały setki okrętów, zatrzymujących się przeważnie na Key West. Było to też super-ważne w czasach, kiedy na wyspie powstawał przemysł tytoniowy i wtedy, kiedy z Kuby na Keys przybywały setki uchodźców, ale dziś Havana wydaje się być milion mil stąd i Key West nie ma już prawie żadnych związków z Kubą, poza bogatą historią (Zobacz mapę).


Key West, ulica Duval Zdjęcie: Kirby Collins


Wydaje się, że na Key West nikt nie pracuje i panują tu wieczne wakacje. Atmosfera bezustannej fiesty i kompletnego lenistwa jest tak wszechogarniająca, że nawet kelnerki, przewodnicy wycieczek i policjanci sprawiają wrażenie, jakby byli na wczasach. Key West przypomina pod tym względem Magic Kingdom, gdzie trudno sobie uświadomić, że te wszystkie Królewny Śnieżki, Psy Pluto i całe zastępy postaci z kreskówek dla dzieci, to przecież pracownicy parku. Wrażenie bezustannej poobiedniej sjesty, przerywanej dziwnymi festiwalami i paradami, potęguje obecność tysięcy zdziczałych kurzych rodzin. Są prawie wszędzie. Samotne młode kurczęta i nerwowe kwoki z drepczącym za nią rzędem uroczych piskląt, kroczące dumnie i dostojnie, bacznie pilnujące swoich haremów dorosłe koguty i bandy samotnych, młodych kogucików, szukających dopiero towarzystwa. Choć zanieczyszczają miasto niemiłosiernie, co wymaga pracy specjalnych ekip sprzątających, kury są tu pod ścisłą ochroną. Jak święte krowy w Kalkucie. Mało kto narzeka na nie, a jeśli już, to są to najczęściej świeżo przybyli na Key West emeryci, szukający spokoju na stare lata. W centrum miasta o spokój trudno. Pominąwszy bezustanne uliczne zabawy, parady, lokale i kluby otwarte do samego rana, najwięcej hałasu robią właśnie one. Kogucie koncerty zaczynają się często w środku nocy i trwają całymi godzinami. Tak samo jak reszta mieszkańców miasta, tutejsze koguty całkiem zatraciły poczucie czasu i nie pieją o wschodzie slońca, ale o każdej porze, według własnego widzimisię. Mieszkańcy Key West mówią, że nie ma dwóch takich samych i że każda kura i każdy kogut ma niepowtarzalną osobowość. Pomimo plam na chodnikach, hałasu i wielu innych uciążliwości, mieszkańcy Key West kochają swoje kury.

Hiszpanie sprowadzali wszelkie zwierzęta do kolonii i osad w Nowym Świecie od samego początku kolonizacji, ale kury w dużych ilościach trafiły na Key West razem z piratami. Część dodryfowała z rozbitych statków, ale największa kurza fala dotarła tu dopiero z Kubańczykami. Oprócz kur dla jaj i na rosół, Kubańczycy hodowali też koguty, które w normalnych hodowlach nie przedstawiają aż takiej wartości jak kury, ale Kubańczycy uwielbiali walki kogutów i urządzali je wszedzie tam, gdzie osiedlali się w większej liczbie. Chyba dlatego drugim miejscem z tysiącami zdziczałych kur, jest historycznie kubańska dzielnica Ybor City w Tampie.

Mieszkańcy mówią, że ich kury, nazywane tu "cyganami", są idealnym godłem i symbolem ich miasta, które tak samo jak one jest historyczne, kolorowe, trochę dzikie i zwariowane, prawie zawsze hałaśliwe i czasem działające człowiekowi na nerwy. To fakt, takie dokładnie jest Key West. Oprócz kur, którym udało się uniknąć niedzielnego garnka i zbiegłych z klatek kogutów, reszta znalazła się na wolności w latach sześćdziesiątych, kiedy wydano ustawę surowo zakazującą walk kogutów. Kilka tysięcy dorosłych osobników zostało wtedy wypuszczonych z klatek i w ciągu paru miesięcy na ulicach zaczęły się pojawiać całe armie świeżo wyklutych kurczaczków. Problem kur stał się tak palący, że w 2004 roku rada miejska, jako pierwsza i dotąd jedyna w USA, zatrudniła na stałe miejskiego "łapacza kur", którego zadaniem było chwytanie tych uroczych ptaków, kiedy zaczynają dawać się szczególnie we znaki. Na wpół emerytowany fryzjer Armando Parra, należący do trzeciego pokolenia mieszkańców Key West, był "pierwszym oficjalnym łapaczem kur w historii USA". Podobno, dzięki jego przemyślnym pułapkom, z Key West wywożonych było rocznie ponad półtora tysiąca tych ptaków, a mimo to wciąż były i są wszędzie. Schwytane kury i koguty przenoszono do specjalnego kurzego sanktuarium niedaleko Miami, gdzie w spokoju dożywały swoich dni. Część trafiało na farmy organiczne, gdzie były używane do kontroli insektów, zamiast chemicznych oprysków. Złapanie w innym celu albo zabicie kury jest w Key West przestępstwem. I pomyśleć, że dzieje się to wszystko w kraju, w którym każdego dnia konsumowanych jest ćwierć miliona kurczaków.

Piszemy to wszystko w czasie przeszłym, bo te rzekome półtora tysiąca złapanych kur to bujda i przechwałki. Armando Parra, któremu miasto wypłacało 20 dolarów za każdego schwytanego ptaka, rzucił pracę "łapacza kur" po kilku miesiącach i w calej swojej karierze zawodowej złapał ich najwyżej parę setek, bo mieszkańcy otwierali porozstawiane przez niego pułapki i wypuszczali schwytane kury. Nie dało się pracować w takich warunkach. Wysiłek Armando zjednoczył mieszkańców miasta w obronie ptaków i od 2004 roku Key West miało jeszcze jeden festiwal: trwający pełne cztery dni w połowie czerwca Chicken Fest, zlikwidowany dopiero w 2012.

Złośliwi twierdzą, że w Key West są tylko kury, dom Hemingwaya z jego sześciopalczastymi kotami i oczywiście plaże, ale to nieprawda. To fakt, że pobyt w tym w mieście oznacza prawie totalne lenistwo, czyli słońce, plaże i hotelowy basen, ale można tu znaleźć o wiele więcej atrakcji, w tym aktywnych, albo nawet wymagających wysiłku. Key West to raj wędkarzy. Nie mówimy o zwykłym łapaniu ryb, ale o prawdziwych polowaniach na morskiego "grubego zwierza": rekina, marlina i wszelkie inne morskie stwory, o których można opowiadać wnukom. Każdego dnia można wziąć udział w jednej z dziesiątek wypraw w morze z zawodowcami, albo wynająć łódź i wypłynąć indywidualnie. Można też wypłynąć na rafy koralowe samemu albo ze zorganizowaną wyprawą, można pływać po porośniętych mangrowcami płyciznach, albo zwiedzać pobliskie wysepki. Można też zwiedzić samo miasto i jego setkę bardzo historycznych budynków, dom Hemingway'a i mały Biały Dom prezydenta Trumana i dziesiątki sklepów na wszystkich prawie ulicach starego miasta. Szególnie złośliwi twierdzą, że w sklepach są tylko koszulki z nadrukiem Visit Key West albo I Love Key West, oraz pamiątki w postaci kubków do kawy i muszli, sprowadzanych zresztą z Wietnamu i z Chin, ale to też nieprawda. W butikach i sklepach ze starociami można znaleźć wiele skarbów, a w większych sklepach - dosłownie wszystko. Key West jest przecież w stu procentach nastawione na turystów. Oprócz sklepów, są tu galerie sztuki, muzea i dziesiątki innych rozrywek.

Key West ma 2,580 budynków. Nie licząc całkiem nowych konstrukcji, prawie wszystkie mają co najmmniej po 100 lat. Zabytkowe domy na Key West to najczęściej prywatne domy mieszkalne. Są skupione w zachodniej części miasta i stanowią jedno z największych w USA skupisk zabytkowej, drewnianej zabudowy z przełomu wieków XIX i XX. Architektura historycznej dzielnicy zwanej Starym Miastem (Old Town), łączy styl New England i Bahama. Klasyczny dom na Key West to drewniana konstrukcja wsparta na podporach około jednego metra ponad ziemią, z blaszanym dachem, drewnianym sidingiem, w pastelowych kolorach, z okiennicami, żaluzjami, zadaszonymi frontowymi werandami i balkonami. Przestrzeń pomiędzy ziemią a spodem budynku zasłaniają drewniane kratownice, przeważnie z listewek ułożonych w krzyżujące się skośne rzędy. Gdyby nie Wielka Depresja i załamanie ekonomii calej Ameryki, w tym oczywiście Florydy, dziś nie byłoby tu chyba nic szczególnego poza małą mieściną, pięknem krajobrazów, plaż i zachodów słońca. Możliwe też, że wielcy developerzy dostrzegliby Key West i zamienili go w ciąg super-hoteli. Z powodu braku pieniędzy i ogólnej biedy jaka spadła na mieszkańców jak grom z jasnego nieba po trwającym sto lat okresie prosperity, nikogo w mieście nie było stać na inwestycje, remonty, poprawki, na rozbiórkę starych domów i budowę nowych. Z tego samego powodu - z biedy - największym skupiskiem architektury Art Deco na świecie jest Havana na Kubie. A kiedy kraj wyszedł już z kryzysu, Key West dostrzegli i bywali tam ludzie - pisarze, dziennikarze i osoby z towarzystwa - których urzekło to miasto właśnie takie jakie było. Chyba dlatego Key West nie stało się jeszcze jednym ciągiem hoteli z basenami i tysiącem pokoi jakimi usiane jest zwłaszcza wschodnie wybrzeże, lecz jest największym skupiskiem oryginalnej, XIX-wiecznej drewnianej zabudowy. Całe Stare Miasto - jedna trzecia wyspy - jest wpisane do krajowego rejestru zabytków i jest pieczołowicie remontowane i chronione przed zniszczeneim. Wyspę nawiedzają co jakis czas huragany i tornada, ale Key West ma wyjątkowe szczęście, bo żaden z nich, nawet Irma, która zdewastowała wiele budynków na pozostalych wyspach, nie był nigdy na tyle silny aby poważnie zniszczyć miasto. Przez prawie 200 lat Key West ucierpiało od wiatrów, powodzi i innych kataklizmów o wiele mniej niż Tulsa, Oklahoma i dziesiątki miast i osad w słynnej Tornado Alley w ciągu ostatnich 30-tu.

Key West jest stolicą najprawdziwszej republiki, która ogłosiła secensję z Unii i niepodległość 23 kwietnia 1982 roku. Traktowana oczywiście z potężnym przymrużeniem oka i jako atrakcja turystyczna, republika powstała w wyniku całkiem realnej frustracji mieszkańców miasta spowodowanej blokadą przez władze federalne drogi numer 1 w ramach walki z nielegalną imigracją. Conch Republic istnieje do dziś, ma "władze" i "sekretarza generalnego", wydaje paszporty i wizy a nawet przyznaje stanowiska w swojej administracji, a nad wejściem do budynku międzynarodowego lotniska w Key West wisi wielki napis "WELCOME TO THE CONCH REPUBLIC".

Atrakcją są też bary, kluby muzyczne i restauracje, w których podają najsmaczniejsze kombinacje kulinarne na całym południowym-wschodzie. Tutejsza kuchnia to szczególna mieszanka tradycji hiszpańskich, karaibskich, sycylijskich i włoskich, niemieckich i innych. Po wojnie na Key West osiedliło się wielu ludzi z Północy, razem z nimi dotarły tu też specjały z Nowej Anglii. Jest też kuchnia afrykańska, murzynów karaibskich i tych z dawnego amerykańskiego Południa, klasyczny Soul Food. Wszystko to istnieje na Key West w ciekawej symbiozie, osobno i we w miarę czystej formie, oraz jako mieszanka tych wszystkich tradycji, podobnie jak w Nowym Orleanie. Duval Street ożywa po zmierzchu, kiedy turyści widzieli już po raz któryś pomarańczowo-purpurowy zachód słońca i łakną innych wrażeń. Właśnie wtedy zapełniają się bary i kluby, prawie wszędzie rozbrzmiewa muzyka i zaczyna się zabawa, która w tym mieście trwa często do rana (zgodnie z prawem, restauracje i kluby są czynne do 4 rano). Nieodłączną częścią Key West stały się też zwariowane parady i festiwale, z których najsłynniejszy to trwający pełnych 10 ostatnich dni października Fantasy Fest.


R  E  K  L  A  M  A

Web Analytics