Krótka historia Miami Beach

Sunday, Feb 25th

Krótka historia Miami Beach


Przez całe wieki, a może nawet tysiąclecia, wąska, piaszczysta wysepka ciągnąca się wzdłuż wybrzeża, była porośnięta trzciną i lichą trawą, jakie widuje się na plażach zalewanych często słoną wodą. Nieco głębiej wyspę pokrywały mokradła i plątanina tropikalnych drzew i innej roślinności sprawiając, że ten skrawek lądu nigdy nie był zamieszkały przez ludzi. Zlatywały się tu tylko żurawie i pelikany, a w pewnych sezonach w ciepłym piasku składały jaja morskie żółwie. W 1870 roku niejaki Henry Lum razem z synem Charles'em, płynąc żaglówką wzdłuż wybrzeża, postanowił zrobić krótką przerwę na wyspie i tak zaczęła się jedna z najdziwniejszych historii powstania miasta.

Wyspa, na której dziś leży miasto Miami Beach, była w rzeczywistości długim, wąskim półwyspem ciągnącym się przez wiele mil na północ, aż do ujścia rzeki Stranahan w Port Everglades. W 1925 roku, półwysep przeciął wąski kanał Houlover Cut, przekopany na północ od dzisiejszego miasteczka Bel Harbour. Wąska linia lądu, powstałego z osadów na rafie koralowej, była znana wcześniej, ale uważano ją za bezwartościową. Pomiędzy nią a stałym lądem istniała szeroka i płytka zatoka, nie nadająca się z tego powodu ani na port ani do poważnej żeglugi. Już w 1513 roku o zatoce napisał w swoim dzienniku odkrywca Florydy Juan Ponce de León, który natknął się na nią płynąc na południe od miejsca, w którym powstało później Saint Augustine. To podobno on nadał jej nazwę Zatoka Biskajska, ale nie ma na to żadnych dowodów, a jego własnoręczny wpis w dzienniku pokładowym wspomina tylko o "jasnej, bezimiennej, wielkiej zatoce, ze świeżą wodą wypływającą ze skał". Do dziś nie wiadomo kto nadał jej nazwę i dlaczego właśnie taką. Zatoka stanowi wyjątkowy ekosystem, w którym żyją setki gatunków ptaków, ryb i innych zwierząt, palmy i wiele pożytecznych roślin. Dla miejscowych Indian zatoka była głównym źródłem żywności i wszelkich innych artykułów niezbędnych do życia: ryb, mięsa, ptasich jaj, dzikich jarzyn i owoców, gałęzi do budowy chat i palmowych liści do pokrywania dachów. Przez labirynt rzek i strumieni, zatoka łączy się z wielkim obszarem Everglades na południu i z dużym obszarem na północy. Wpływa do niej kilkanaście dużych rzek i strumieni z ponad 350 mil kwadratowych lądu, zmieniając zasolenie całej zatoki. W czasach Ponce de León'a, i później, wtedy kiedy zacumował tu na chwilę Henry Lum, to co dziś jest solidną wyspą ciągnącą się od Bal Harbour na północy, przypominało raczej szerokie płycizny jakie istnieją naprzeciwko Palmetto Bay. Można przypuszczać, że i one w niedalekiej przyszłości zostaną zasypane skalnym gruzem i piaskiem z dna zatoki i pomiędzy dzisiejszym Key Biscayne a małą wysepką o nazwie Islandia, powstanie jeszcze niejedno urocze, nadbrzeżne miasto.

Ale wróćmy jeszcze do Henry Lum'a i jego syna Charles'a. Obaj panowie zachwycili się piaskiem, szumem fal i trzcin, i postanowili działać. W cenie po 25 centów za akr wykupili od rządu federalnego dużą część półwyspu z zamiarem budowy na nim miejsc wypoczynkowych, hotelu i innego zaplecza dla turystyki. W 1876 roku agencja rządowa United States Life Saving Service, stworzona dla ratowania rozbitków, zbudowała tam ośrodek rehabilitacyjny, w którym leczono uratowanych marynarzy. Budynek agencji stał tam gdzie dziś kończy się 72 ulica. Mniej więcej w tym samym miejscu stoi budynek mieszkalny w kształcie wielkiego "x" firmy Burleigh House Condominiums. Z niewiadomych do końca przyczyn, ojciec i syn wkrótce sprzedali jednak ziemię na półwyspie dwóm jegomościom z New Jersey. Elnathan Field i Ezra Osborne, nowi właściciele części półwyspu planujący urochomienie plantacji palm kokosowych, równie szybko znudzili się rolą właścicieli wąskiej wydmy straciwszy spore sumy na nieudanej plantacji, i odsprzedali ją bogatemu farmerowi z New Jersey nazwiskiem John Stiles Collins, który założył plantację palm kokosowych i ogrody warzywne. Wyhodowane tam owoce i jarzyny planował dostarczać do sklepów i hurtowni w rozwijającym się po drugiej stronie zatoki Miami. Założone w 1896 miasto przeżywało właśnie swój pierwszy boom związany z przeciągnięciem tam linii kolejowej Henry Flagler'a ze St. Augustine i wydawało się wspaniałym rynkiem zbytu dla produktów z ogrodów Collinsa. Przez jakiś czas nieźle prosperowała jego plantacja drzew avocado, dzięki czemu zdołał kupić jeszcze więcej ziemi. To właśnie on, w nazwie powstałej w 1911 roku firmy Miami Beach Improvement Company, po raz pierwszy użył nazwy "Miami Beach". Collins jest dziś uważany za ojca-założyciela miasta.


Miami Beach w 1900 r. Zdjęcie: Florida Memory


Plantacje i ogrody okazały się jednak finansowym fiaskiem, pomimo wciągnięcia w interes wspólników: rodziny Pancoast'ów i dwóch braci-bankierów z Miami, nazwiskiem Lummus. Współnicy zbudowali  kilkanaście budynków i jadłodajni, ale koszt pogłębiania kanałów i transportu produktów przez zatokę okazał się zabójczy dla całego przedsięwzięcia. Oprócz trzcin i szuwarów nad brzegiem, półwysep pokrywała prawdziwa dżungla mangrowców, których bezustanny wyrąb i oczyszczanie terenu z krzewów i porostów, pochłonęło fortunę. Farmy w głębi lądu pojawiające się w tym samym czasie, okazały się tańsze i dostarczały towar szybciej wprost do sklepów, niż towar Collinsa przewożony na barkach i łodziach. Ale Collins był już wtedy właścicielem prawie całego obszaru późniejszego miasta i dzięki pomocy synów i dalszej rodziny, dawny farmer stał się developerem. Dzięki dużej pożyczce z banku braci Lummur, Collins rozpoczął budowę 2 i pół-milowego, drewnianego mostu przez zatokę, łączącego Miami Beach z Miami. John Collins był jednym z tych niestrudzonych olbrzymów przedsiębiorczości, dzięki którym Ameryka stała się potęgą. W chwili rozpoczęcia budowy mostu, miał już 74 lata i ani myślał o odpoczynku.

Pomimo pożyczek i dobrych kredytów z banku braci Lummus, Collinsowi zabrakło w końcu pieniędzy na dokończenie mostu, szczęśliwie akurat wtedy, kiedy w Miami Beach pojawił się jeszcze jeden czlowiek: Carl Fisher z Indianapolis. Wtedy kiedy zjawił się w Miami Beach, Fisher był już znanym businessmanem z rozleglymi kontaktami i sławą pierwszego w historii kierowcy rajdowego, ale był aktywny w tylu dziedzinach, że trudno powiedzieć co przyniosło mu najwięcej sławy. Pochodził z biednej, rozbitej rodziny, którą wcześnie porzucił ojciec alkoholik. Był twórcą pomysłu i w dużej części realizatorem autostrady Lincoln Highway z Nowego Jorku do San Francisco, prekursora późniejszej Route 66, i autostrady z Michigan do Miami - Dixie Highway. Był też współtwórcą istniejącego do dziś toru wyścigowego Indianapolis Motor Speedway i wspówórcą sukcesu Miami Beach. Zorganizował odbywane do dziś coroczne regaty motorówek w Miami Beach -  Biscayne Bay Speed Boat Regattas.

Podczas pobytu w Miami w 1910 roku Fisher zauważył, że ukończony właśnie Dixie Highway przebiega tuż koło drewnianego mostu, którego budowa również zbliżała się do końca. Fisher szybko dostrzegł wielkie możliwości półwyspu i jego dziewiczych plaż i spotkał się z John'em Collins'em, któremu właśnie zabrakło pieniędzy na dokończenie mostu. John Fisher był już wtedy bajecznie bogaty. W 1908 roku razem ze wspólnikiem i właścicielem patentu na lampę acetylenową, założył firmę Prest-O-Lite, pierwszą na świecie wytwórnię reflektorów samochodowych, umożliwiających jazdę również nocą. Wcześniej na automobilach wisiały tylko lampy naftowe, nie nadające się do oświetlania drogi. Prest-O-Lite została sprzedana wielkie firmie Union Carbide za ponad 9 milionów dolarów (prawie 230 milionów dziś), co pozwoliło Fisherowi na inwestycje w dziesiątkach różnych przedsięwzięć. Union Carbide, chociaż wraz z Prest-O-Lite kupiła patent na produkt, który zrewolucjonizował rynek i przemysł samochodowy, nigdy na nim nie zarobiła wielkich pieniędzy, chociaż karbidowe reflektory były teraz montowane we wszystkich nowych autach. Zaledwie 10 lat później świat motoryzacji podbił jeszcze lepszy wynalazek: reflektory z żarówkami na prąd, które nie wymagały żadnych specjalnych zabiegów ani zapalania. Światła na prąd wyeliminowały z rynku reflektory karbidowe w ciągu kilku sezonów.


Otwarcie mostu Collinsa w 1913 r. Zdjęcie: Florida Memory


Fisher dofinansował budowę mostu, który został otwarty z wielką pompą 12 czerwca 1913 roku. Można było teraz przejechać w poprzek całej zatoki automobilem. Od wczesnych godzin rannych, przy wjeździe na most zjawiło się co najmniej tysiąc mieszkańców Miami i Miami Beach, właściciele i konstruktorzy mostu, przedstawiciele władz i dziennikarze. Płomienne przemówienie na temat wagi tego wydarzenia wygłosił burmistrz Watson, stwierdzając, że niebawem, dzięki eksplozji biznesu i turystyki spowodowanej ułatwionym dostępem do atlantyckich plaż, jeszcze jeden, nowy most stanie się koniecznością. W dzień otwarcia, przez most przeszło pieszo ponad 200 osób. Przejechało po nim 145 rowerzystów i ponad 200 aut, które musiały jednak zawrócić z powrotem do Miami, ponieważ w Miami Beach nie było jeszcze wtedy żadnej drogi dla pojazdów mechanicznych. W 1915 roku John Collins, bracia Lummus, Carl Fisher i architekt Russell Pancoast, projektant wielu najsłynniejszych bunynków w miescie, mieszkali już na stałe w Miami Beach.


Opłaty za przejazd przez most Collinsa w 1913 r. Zdjęcie: Florida Memory


Most Collinsa przyczynił się do pierwszego wielkiego boomu realnościowego na półwyspie, który jeszcze niedawno był zaledwie pokrytą subtropikalnym lasem, pełną komarów i wszelkiego robactwa wydmą, 3 mile od stałego lądu. Fisher zbudował kilkadziesiąt budynków i hoteli, między innymi słynny wtedy i niestety zburzony w latach 50-tych Flamingo Hotel i oddany do użytku w 1924 r., super-luksusowy The Nautilus. Carl Fisher ściągnął na wyspę tysiące bogatych ludzi z północy. Był geniuszem reklamy i człowiekiem o niezwykłej fantazji. Był bez wątpienia jednym z największych współtwórców sukcesu ekonomicznego całej Florydy w latach 20-tych. Jednym z jego najważniejszych, zrealizowanych projektów, było pogłębienie wód zatoki Biscayne, umożliwiające żeglugę większym statkom spacerowym, oraz - uważany wówczas za niedorzeczny - plan stworzenia wzdłuż wybrzeża nowych, rajskich plaż, z dala od jeszcze małego, ale już hałaśliwego Miami. Collins i Fisher byli już wtedy multimilionerami. W 1926 roku majątek Fishera wynosił ponad 100 milionów dolarów (równowartość ponad miliarda, trzystu pięćdziesięciu milionów dolarów w 2017 roku). Miami Beach bardzo szybko stało się jednym z najmodniejszych miejsc wypoczynkowych elit z północy.


Hotel Nautilus Carl'a Fisher'a, 1926 r. Zdjęcie: Florida Memory


Podczas pogłębiania płycizn zatoki okazało się, że na dnie nie ma nic oprócz piasku, dlatego prace posuwały się bardzo szybko nie napotykając na skały ani na rafy koralowe. Wydobywanym piaskiem zasypywano przybrzeżne bagna od strony lądu, pozbywając się przy okazji miliardów dokuczliwych komarów i tworząc sztuczne plaże na wyspie. Piasek wysypywano też na płycizny i rafy w niewielkiej odległości od wybrzeża i wkrótce zaczęły na nich powstawać hotele, restauracje i domy wczasowe. Piasek wysypywany był też na północ od mostu Collinsa, który biegł przez zatokję na wysokości 15 Ulicy. Wkrótce powstało w ten sposób kilka mniejszych i większych wysepek, którym nadano fantazyjne, włoskie nazwy: San Marco, San Marino, Rivo Alto. W 1925 roku połączyła je seria stalowych mostów zwodzonych i nowa droga do Miami Beach została nazwana Venetian Causeway. Na sześciu sztucznych wysepkach usypanych wzdłuż mostu Collinsa są dziś jedne z najdroższych działek budowlanych w południowej Florydzie. Jedno-sypialniowe mieszkania sprzedają się tu po kilkaset tysięcy dolarów, a trzy-sypialniowy dom kosztuje co najmniej półtora miliona. Nie ma juz śladu po starym moście Collinsa, a Venetian Causeway to od wielu dziesięcioleci wygodna, nowoczesna droga, bez opłat za przejazd.


Jeden z billboardów Steve'a Hannagan'a


Ściągnięty przez Fishera do Miami Beach ówczesny specjalista od rekalmy Steve Hannagan, stworzył jedną z najskuteczniejszych kampanii w historii. Jego wielki billboard na nowojorskimm Time Square głosił, że "w Miami Beach jest zawszcze czerwiec", a z drugiej strony " Miami Beach, tam gdzie lato spędza zimę". Nowe miasteczko stało się bardzo popularnym miejscem na spędzenie zimowych wakacji wielu przedstawicieli świata biznesu. Wszyscy budowali tu wielkie rezydencje, inwestowali w parki i pola golfowe przyspieszając rozwój miasta. Sezon rozpoczynał się tu corocznie sylwestrowym balem w wykwintnym Royal Palm Hotel przy nowopowstałej Collins Avenue, nad samą plażą od strony Atlantyku. Zamożni goście spędzali czas na rejsach spacerowych lub wędkarskich, na spotkaniach przy herbacie i koniaku, wytwornych kolacjach, zawodach balonowych, grze w tenisa i na licytacjach aukcyjnych. Odbywały się tu bale i przyjęcia dla ważnych osobistości ze świata wielkiego biznesu i polityki, przebywających tu bez żon i dzieci, dlatego spędzano tu też czas na innych rozrywkach. Politycy i ludzie wielkiego biznesu oddają się takim samym rozrywkom na całym świecie do dziś.

Początkowo niezamierzony i uboczny efekt pogłębiania dna zatoki, czyli budowa sztucznych plaż, okazał się niezwykle intratnym przedsięwzięciem. Koszt wydobycia piasku był śmiesznie niski w porównaniu z cenami jakie można było uzyskać za nowe działki budowlanie i plaże. Wkrótce w ślad za najbogatszymi, do Miami i Miami Beach ruszyła klasa mniej zamożna, a w końcu również średnia. Pomimo obowiązującej prohibicji, Miami Beach kojarzono z alkoholem i dobrą zabawą.

Słowa burmistrza Watsona wygłoszone w dniu otwarcia mostu Collinsa okazały się prorocze. Podczas dalszego pogłębiania zatoki uzyskano dodatkowe miliony ton piasku i ziemi, które posłużyły do budowy kolejnej serii sztucznych wysp, na których powstały najdroższe rezydencje bogaczy: Palm Island, Hibiscus Island, Star Island i kilka mniejszych wysepek. Na południe od nich powstała największa sztuczna wyspa w Biscay Bay, Dodge Island, na której zbudowano Port Miami z terminalami wszystkich większych firm wycieczkowych. Dziś wzdłuż Dodge Island biegnie czteropasmówka A1A łącząca Bayside Marketplace w downtown Miami z centrum Miami Beach przy Piątej Ulicy i Ocean Drive.

John Collins zmarł w 1928 roku w wieku 90 lat jako multimilioner. Jego imieniem nazwano jedną z głównych ulic Miami Beach. Carl Fisher stracił cały majątek w wielkiej depresji pod koniec lat 20-tych. Pracował do końca życia żeby zarobić na utrzymanie. Zmarł w 1939 roku w Miami Beach wieku 65 lat. Nie zostawił żadnego majątku.


Miami Beach po huraganie w 1926 roku Zdjęcie: Wikimedia Commons


Wielki huragan w 1926 roku był najgorszym ciosem w historii Miami Beach. Uderzył niespodziewanie, w okresie największej prosperity miasta, żywego dowodu sukcesu kilku wizjonerów, którzy w ciągu zaledwie dekady zdołali zamienić zarośnięty dżunglą mangrowców półwysep w subtropikalny raj wypoczynkowy, skutecznie konkurujący nawet z taką sławą jak Myrtle Beach w Południowej Karolinie. Wydawało sie, że nic nie uratuje miasta, ale podniosło się ono ze zniszczeń bardzo szybko. To właśnie wtedy, po huraganie, zbudowano większość tanich hoteli i budynków mieszkalnych w najmodniejszym wtedy - i tanim - stylu Art Deco, który wyróżnia to miasto od wszystkich innych. Solidne konstrukcje z betonu, przetrwały wszystkie późniejsze wichury i sztormy, stoją do dziś i są największą chlubą miasta. W 1936 roku, kiedy wydawało się, że Miami Beach nie odzyska już nigdy swojej sławy, miasto świętowało otwarcie pierwszego hotelu od czasu tragicznego huraganu: Whitman by the Sea, który gazety ochrzciły mianem "arystokraty Miami Beach". Cztery lata później, kilka ulic dalej na północ otwarto Versailles, komfortowy kompleks hotelowy w tym samym stylu. Obydwa resorty okazały się ogromnym sukcesem ściągając największe sławy tamtych czasów, gwiazdy nowego przemysłu filmowego, pisarzy i bogatych biznesmanów. Ogłoszenia prasowe i broszury reklamowe informowały, że w hotelach wypczywa tylko "Restricted Clientele - ograniczona klientela, co oznaczało "Żydom wstęp wzbroniony".

W Miami Beach mieszkał do swojej śmierci w 1991 roku ostatni autor piszący w Yiddish, Isaak Bashevis Singer. W różnych okresach na wyspie mieszkało wiele słynnych osobistości, w tym najsłynniejsi ze wszystkich słynnych mafiosów: Al Capone, Dutch Schultz i Meyer Lansky. Miami Beach przeżyło serię wzlotów i upadków. Lata 50-te, jak na ironię, to napływ wielkiej liczby Żydów z Nowego Jorku, przenoszących się tu na emeryturę, którzy przenieśli tu też swoje majątki i kupili tysiące domów wspomagając w wielkim stopniu lokalną ekonomię. Lata 60-te to kontynuacja sukcesu z lat 30-tych, oszłamiające nowe budowle, The Beatles w hotelu Deauville, Jerry Lewis kręcący swój wielki hit "The Bell Boy" i Frank Sinatra grający prywatnego detektywa w "Tony Rome". Lata 70-te i 80-te to regres, pod każdym względem. Nie pomogły z pewnością transporty uciekinierów z Kuby, tratwy i pontony, ani utrwalający złą sławę Miami i Miami Beach serial "Miami Vice". Właściciele, "ograniczona" klientela hoteli i turyści z lat 30-tych, nie poznaliby tego miasta w latach 90-tych, kiedy od kolejnego regresu uratowali je... geje. Miami Beach to jedno z najważniejszych miejsc na gejowskiej mapie Ameryki. Takie właśnie miasto utrwalił słynny "re-make" francuskiego hitu "La Cage aux Folles" - "The Bird Cage" - z Gene Hackman'em i Robin'em Williams'em. Takie jest Miami Beach dziś.

Dzisiaj niewiele już zostało piasku, który w zeszłym stuleciu ściągnął amerykańską śmietankę towarzyską do Miami Beach. Większość wąskiej wyspy jest zabudowana a hotele i restauracje są wszechobecne. Południowy kraniec Miami Beach, zwany South Beach lub w skrócie “SoBe”, jest miejscem unikalnym w skali światowej. Stojące wzdłuż oceanicznego wybrzeża hotele są oryginalnym przykładem stylu Art Deco z lat 20-tych i 30-tych. Skupione na niewielkiej powierzchni budynki tworzą Art Deco National Historic District. Najbardziej znanymi budynkami są te przy Ocean Drive, pomiędzy ulicami 5-tą i 15-tą. Podobne skupiska architektury Art Deco przetrwały w Paryżu, w Hawanie i w kilku miejscach w Rosji. Pojedyncze przykłady tej architektury można znaleźć również w Polsce. Wiele elementów Art Deco można też zobaczyć w najbardziej znanych wieżowcach na Manhattanie, zwłaszcza zbudowanych w latach Wielkiej Depresji, jak Chrysler czy Empire State Buildings. Elementy Art Deco, chociaż mocno uproszczone i pozbawione koloru i fantazji oryginalnego Art Deco, były też powszechne w architekturze socrealizmu i można je odnależć w wielu wieżowcach zbudowanych jeszcze przed wojną w Sowieckiej Rosji. Niektóre elementy tego stylu, chociaż nie zawsze kojarzonego z Art Deco, są widoczne w warszawskim Pałacu Kultury.


R  E  K  L  A  M  A

Web Analytics