Czy warto jeszcze pisać o Ameryce? map1 map2 map5

Monday, Jul 15th

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2011 JoomlaWorks Ltd.
Home | Artykuły | Czy warto jeszcze o czymś pisać?

Czy warto jeszcze o czymś pisać?


Od ostatniego artykułu (Welcome to Paradise) zamieszczonego 15 września 2022 roku, minęło ponad pół roku. Nie dlatego, że nie było o czym pisać, przeciwnie, każdego popołudnia można znaleźć milion tematów, wszystkie frapujące i ważne, albo nawet wprost przerażające. Pandemia, wojna na Ukrainie, w której Ameryka jest zaangażowana bardziej niż w ochronę własnych granic, inwazja setek tysięcy nielegalnych imigrantów, przestępczość i kolonie bezdomnych w największych miastach USA.


Zdjęcie: Archiwum


Są jeszcze zatrważające statystyki nagłych zgonów przewyższające wszystko co działo się w przeszłości wprawiając w osłupienie ekspertów, sztuczna inteligencja grożąca zniszczeniem ludzkości, upadek dolara i banków, inflacja, ceny gazu, ropy i benzyny, katastrofy kolejowe i skażenie chemiczne tysięcy akrów najżyźniejszych ziem w Ameryce, pożary mleczarni i zakładów mięsnych, katastrofa klimantyczna, susze i powodzie w tym samym czasie, globalne ocieplenie, które w ekspresowym tempie topi wieczne lody na biegunach i kilkanaście stóp śniegu w południowej Kaliforni. Pożary małych miasteczek, od których topiły się szyby i silniki w autach były rok i dwa lata temu, teraz są chińskie balony "szpiegowskie" i nowe warianty (a jednak). Same złe wiadomości.

W setkach artykułów w gazetach i na dziesiątkach stron internetowych prawie nigdy nie ma nic pozytywnego. Większość to choroby, raki, kataklizmy, atomowa anihilacja i trzęsienia ziemi. Nawet zawsze dotychczas słodkie aż do mdłości doniesienia o rodzinie królewskiej, są ostatnio coraz bardziej ponure. A to książę Harry obraził przyszłą królową Camilę, a to Elton John, Adele i inni artyści odmówili udziału w koncercie koronacyjnym Karola, a to znowu rewelacje o nowym królu kiedy był jeszcze zdeprawowanym księciem, publikuje jego były kamerdyner. Zła jest nawet pogoda. Same złe wieści, radosne są tylko horoskopy i pokazy mody, na które też się zresztą trzeba odpowiednio nastawić psychicznie. "Klasyk-Legenda", wielki podobno Karl Lagerfeld to zwykły nudziarz, nic specjalnego w porównaniu z tym, co proponują dyktatorzy najnowszej fali. Ubierał się dziwnie, ale projektował jeszcze stroje dla kobiet i stroje dla mężczyzn. Można powiedzieć, że stary Karl, wywrotowy (albo postępowy) w modniarstwie w latach 60-tych, to zwykły wapniak bez wyobraźni. Spójrzmy co proponują dzisiejsi dyktatorzy.

To wszystko wprost przyprawia o zawrót głowy, a przecież jest jeszcze wojna termojądrowa i zagłada ludzkości, o czym powiadamiają nas liczne artykuły i prezentacje filmowe, a Centers for Disease Control na swojej stronie zamieszcza instrukcje jak się zachować w razie eksplozji jądrowej w najbliższej okolicy twojego domu. Coraz więcej ludzi ze zdziwieniem dowiaduje się właśnie o najczarniejszych stronach w historii tego kraju, o oszustwach i kłamstwach pokoleń polityków, o sfałszowanej nauce, o wielkich kartelach i korporacyjnych molochach i o tysiącach innych rzeczy, od których robi się niedobrze. Ameryka przeżywa właśnie swoją apokalipsę  A może to już Armageddon? Może tak, Pentagon podał właśnie całkiem poważnie, że gdzieś w odmętach międzygwiezdnej przestrzeni (ale nie bardzo daleko, bo w naszym Układzie Słonecznym), skrywa się gigantyczny statek-matka "obcych", którzy podglądają nas codziennie przy pomocy UFO's, o których ostatnio coraz głośniej.

Z pozytywnych wiadomości, można się dowiedzieć, że któraś z sióstr Kardashian albo jakaś inna gwiazda, zamieściła właśnie nowe, hot zdjęcia na Instagramie i że pokazała "wszystko" albo przynajmniej "killer legs" i "sculpted abs", że NATO jest absolutnie jednomyślne i zjednoczone i że caly Zachód ma wspólne, zachodnie wartości. Że Rosja sama wysadziła sobie gazociąg, i że już wkrótce dojdzie tam do zmiany reżimu, czyli usunięcia Putina, co jest celem głównym całego postępowego świata od 30 lat. I jeszcze, że nie będziesz miał nic i będziesz happy (i tak oto zrealizuje się największe marzenie ludzkości) i wszędzie dojdziesz w 15 minut. Dzięki genialnej polityce rządu pozbędziesz się wszelkich rat, spłat i opłat, a może nawet podatków, chociaż w to ostatnie trudno uwierzyć, ale kto wie?. Nie będzisz się musiał więcej truć steakiem ani innym świństwem, bo właśnie wchodzą na rynek sztuczne hamburgery i potrawki ze świerszczy i glist, oraz - uwaga - sztuczne mięso hodowane w laboratoriach. Koniec brzydkich wyziewów z chlewni i kurników, koniec torturowania zwierząt, koniec dwutlenku węgla i paskudnego azotu (ale nie fluoru w wodzie, bo to dobre na zęby), koniec przerażających rzeźni i koniec globalnego ocieplenia. Dowiadujemy się też, że jakaś znana osobistość została bezlitośnie potępiona przez cały świat za zuchwałe kłamstwo, jakoby tylko kobiety mogły rodzić dzieci. Z dobrych wiadomości jest jeszcze ta, że FDA zatwierdza właśnie nowe boostery, niezbędne i skuteczne w walce ze straszną zarazą, a w Australii bardzo mocno doradzają, żeby wziąć piątą dawkę szczepionki, bo poprzednie nie chronią przed chorobą, a rząd przecież o nic tak nie dba jak o zdrowie obywateli.

Czy wobec tego warto jeszcze coś pisać? Wszystko już właściwie wiadomo. Miasta-atrakcje turystyczne jak Boston, Baltimore, Los Angeles, Philadepphia, New York, stają się centrami przestępczości i skupiskami bezdomnych szybciej niż można nadążyć z robieniem korekt w tekstach. Niektórych okolic nie można z czystym sumieniem polecić nikomu, wiele miejsc trzeba całkiem wykreślić z listy atrakcji. Od znajomych w biznesie turystycznym pochodzi wiadomość, że zainteresowanie wizami do USA znacznie zmalało. Ludzie chętnie jeżdżą do Chin, do Tajlandii i na Cypr, spora liczba spędza wakacje w Hiszpanii, ale już nie tak chętnie na Florydzie. W kilkunastu krajach Europy dochodzi do wielkich manifestacji, również otwarcie antyamerykańskich, nawet w takich dotychczasowych bastionach posłuszeństwa jak Niemcy, Francja czy Włochy. Ameryka przestaje się podobać, traci pozycję jedynej potęgi na świecie i atrakcyjność, jaką cieszyła się przez całe dziesięciolecia. Czy ktoś jeszcze wierzy, że jest jedynym prawdziwym obrońcą demokracji, wolności i wszystkich uciśnionych na tej nieszczęsnej planecie, pełnej zbójców i tyranów? Czy ktoś jeszcze zdejmuje w Warszawie kapelusz przechodząc koło amerykańskiej ambasady?

Może faktycznie, zamiast psuć sobie oczy przed komputerem i na wertowaniu dziesiątek publikacji, lepiej polecieć gdzieś do cieplejszych krajów gdzie jest słońce i lepsze jedzenie i przestać się martwić degrengoladą jaką zafundował sobie ten kraj. Widocznie taka jest historyczna prawidłowość. Wszystkie imperia najpierw tracą swoją potęgę, póżniej znaczenie, jeszcze później honor i w końcu schodzą ze sceny. Po kilku pokoleniach mało kto jeszcze o nich pamięta. Najszybciej znikają te, które nie mają wstydu.


Web Analytics