Kariera OK map1 map2 map5

Sunday, Mar 03rd

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2011 JoomlaWorks Ltd.
Home | Artykuły | Kariera OK

Kariera OK


OK jest najczęściej używanym wyrażeniem w języku angielskim i prawie tak samo często używanym w kilkudziesięciu innych językach na całym świecie. Żaden inny zwrot w historii ludzkości nie zrobił tak zawrotnej kariery jak ten i żaden nie był i nie jest używany w tylu najprzeróżniejszych sytuacjach. OK może oznaczać entuzjazm i radość (OK! Zdobyliśmy bilety na mecz!), brak entuzjazmu (No i jak było na tej wycieczce? Aaaa, było OK), albo zamknięcie i zmianę tematu (OK, teraz o czym innym). To tylko parę przykładów, faktyczna liczba zastosowań tego zwrotu jest prawie nieograniczona, a dzięki personalnym komputerom, telefonom komórkowym i krótkim SMS-om, znają go chyba wszyscy mieszkańcy planety Ziemia. Jeżeli kiedykolwiek powstanie jeden, wspólny język wszystkich ludzi, OK będzie jego pierwszym wyrazem.


Andrew Jackson na banknocie o nominale 10,000 dolarów z 1878 roku Zdjęcie: Archiwum


Wprost trudno uwierzyć, że świat mógl kiedykolwiek istnieć i porozumiewać się bez tej magicznej frazy, ale faktycznie był taki okres, bo OK po raz pierwszy pojawiło się w użyciu dopiero w 1839 roku. Pomimo 184 lat istnienia, niezwykłej popularności i mnogości zastosowań, pochodzenie tego zwrotu jest prawie zupełnie nieznane, nawet w Ameryce. Historia OK jest jednak fascynująca i warto ją poznać.

Wszystko zaczęło się od żartu. Nam, w 21 wieku trudno zrozumieć dowcip i satyrę tamtych czasów,  ludzie śmiali się z czego innego, ale ich poczucie humoru i dowcip były tak samo ostre i wyrafinowane jak dziś. OK, jako skrót od zapisanego błędnie "all correct" (oll korrect), zostało po raz pierwszy użyte w druku w słownej potyczce między Charles'em Gordon'em Greene, wydawcą gazety Boston Morning Post, a gazetą Daily Journal z Providence, Rhode Island. Sprawa dotyczyła działalności założonej w 1838 roku fikcyjnej organizacji pod nazwą "Anti-Bell-Ringing Society" (Towarzystwo Przeciw Dzwonieniu Dzwonów), której celem było ośmieszenie wprowadzonego w życie w Bostonie przepisu zabraniającego używania "dinner bells" - dwonków sygnalizujących przerwę na obiad. Boston Post donosił z przymrużeniem oka o spotkaniach Towarzystwa i informował o osobach biorących w nich udział. Fikcyjne towarzystwo, którgo celem była kpina z nierealnych przepisów, żartowało nawet z siebie używając zabawnych tytułów i funkcji. Zebraniom przewodził na przykład "Lord, Wysoki Kanclerz", "Kurator Sumienia Towarzystwa", albo "Główny Administrator i Niewzruszony Deliberator", i tym podobne.

21 marca 1839 roku Boston Post doniósł, że A.B.R.S. (Anti-Bell-Ringing Society) planuje w najbliższych dniach wyjazd do Nowego Yorku na konwencję Towarzystwa. Następnego dnia Daily Journal doniósł z udawaną powagą, że: "Quite an excitement was caused here yesterday, by an announcement in the Boston Post, that a deputation from the Boston A.B.R.S. would pass through the city... The report proved unfounded however" (Niezłe podniecenie zostało tu wczoraj wywołane  powiadomieniem w Boston Post, że delegacja bostońskiego A.B.R.S. przejedzie przez nasze miasto... Doniesienie okazało się jednak nieuzasadnione).

23 marca wydawca Boston Morning Post, Charles Gordon Greene odpowiedział: "We said not a word about our deputation 'passing through the city' of Providence". I dodał, The "Chairman of the Committee on Charity Lecture Bells," is one of the deputation, and perhaps if he should return to Boston, via Providence, he of the Journal, and his train-band, would have his "contribution box," et ceteras, o.k. - all correct - and cause the corks to fly, like sparks, upward "("Nie wypowiedzieliśmy ani jednego słowa o tym, że nasza delegacja przejedzie przez Providence" - "Przewodniczący Komitetu do spraw Dzwonów od Wykładów Charytatywnych" jest członkiem delegacji i być może gdyby wrócił do Bostonu przez Providence, pan z Journala i jego świta mieliby swoją skrzynkę na datki, i tak dalej, o.k. - all correct (w jak największym porządku), a korki (od szampana) strzelałyby jak iskry w górę).

Trochę niewybredny żart z Daily Journal, sugerujący, że wydawcy tej gazety nie omieszkaliby skorzystać z nadarzającej się okazji goszczenia "Przewodniczącego Komitetu do spraw Dzwonów od Wykładów Charytatywnych". co pozwoliłoby im na wystawienie pojemników na datki i zebranie ekstra funduszy, unieśmiertelnił ten dwuliterowy wyraz, ale jego główny trzon, to co było faktycznie śmieszne (i złośliwe), całkiem się rozmyło. Większość opracowań na ten temat pomija kontekst tej historii, cytując jedynie odpowiedź wydawcy Boston Morning Post, która bez szerszego tła jest prawie calkiem niezrozumiała. Kpina z Daily Journal została szybko zapomniana. Wydawców i publiczność bawiły o wiele prostsze formy językowe.

W 1838 roku bostońskie gazety wylansowały modę na skróty. Skracano nie tylko wieloczłonowe nazwy, ale nawet pospolite wyrażenia i zwroty, a dziennikarze i wydawcy prześcigali się w tworzeniu nowych kombinacji. Najwięcej skrótów stosował Boston Morning Post, stając się prawdziwym liderem nowego trendu. Skróty składające się z pierwszych liter użytych wyrazów stały się prawie nową sztuką  Niektóre były krótkie i celne, jak s.m. - small potatoes, albo n.g. - no go. Były też długie i skomplikowane, wymagające obok samego skrótu, podania również pełnej wersji wyrażenia, jak w przypadku g.t.d.h.d. - give the devil his due. Po pewnym czasie skrót stawał się powszechnie znany i pełna wersja przestawała być potrzebna. Skróty pojwiały się najczęściej w artykułach na tematy polityczne, dlatego łatwo i szybko, w zależności od rozwoju wypadków, zaczynały śmieszyć i bawić, jak współczesne kawały polityczne, które  zaczynają swój żywot jako faktyczne doniesienia prasowe, ale w super-skróconej formie. Skróty w gazecie, choć prawie wcale nie stosowane współcześnie, w XIX wieku spełniały taką samą rolę jak znane wszystkim współczesnym nastolatkom LOL albo OMG. Dziennikarze i wydawcy gazet zaczęli tworzyć całkiem nowe skróty i używać ich jak swego rodzaju kodu znanego tylko wąskiej grupie "wtajemniczonych" czytelników. Taki skrót był jak mrugnięcie okiem do publiczności, albo powiedzenie czegoś bez faktycznego powiedzenia. Tak dziś omija się w druku wyrazy wulgarne, a w USA sławetny "N-word". Wszyscy wiedzą o co chodzi, a jednak piszący nie popełnia grzechu śmiertelnego oznaczającego w dzisiejszej Ameryce koniec kariery. W latch 30-tych XIX wieku wiele skrótów w amerykańskich gazetach nabrało znaczenia satyrycznego. Boston Morning Post wylansował W.Y.M.O.N.Y - whig young men of New York (Whig Party - druga paria polityczna w latach od 1830 do końca Wojny Secesyjnej) i traktowany z mocnym przymrużeniem oka  O.F.M. - our first men, jako określenie najstarszego establishmentu Bostonu, środowiska "founding fathers" - "ojców założycieli" republiki.

Bardzo popularne stały się skróty tworzone na podstawie wyrazów celowo zapisanych błędnie. Taka pisownia i niegramatyczna składnia były używane wcześniej dla oddania dialektów, kiedy autor materiału próbował naśladować wymowę murzynów, wieśniaków z Tennessee i Kentucky albo ludzi z głębokiego Południa. Popularne stały się takie skróty jak K.G. - know go, co znaczyło "No Go, miejsce gdzie się nie chodzi, ale dziwacznie przekręcone, albo właśnie O.K. - oll korrect, zamiast poprawnego "all correct".

OK pojawiło sie w Boston Morning Post jeszcze wiele razy. Stało się też popularne w innych gazetach, a moda na skróty, głównie z błędną pisownią, ogarnęła cały kraj. Do połowy XIX wieku wszystkie gazety, od wielkich dzienników po gazetki w boom-towns bawiły czytelników celnymni albo żartobliwymi skrótami. Większość z nich nie dotrwała do naszych czasów, przestały istnieć w naturalnej konsekwencji zmian, jakie odbywają się każdego dnia. Nikt już dziś nie pamięta a tym bardziej rozumie co jest śmiesznego w N.S.M.G. - 'nuff said 'mong gentlemen (enough said among gentlemen) albo w O.D.V. - oll done vith (all done with). Przetrwało jednak - i ma się wybornie - OK, ale OK miało szczęście.

Lata trzydzieste XIX wieku to szczyt popularności nie tylko skrótów, ale też różnych gier słownych i półsłówków. Oprócz celowych przeinaczeń i błędów ortograficznych stosowanych dla uzyskania zaskakujących efektów komicznych, Amerykanów bawiły też niezmiernie cienkie dowcipy oparte na fonetycznej grze słów, podobieństwach brzmienia, itp. Popularne były też mniej lub bardziej zabawne pseudonimy i przezwiska, zwłaszcza w polityce. Podczas kampanii prezydenckiej w 1840 roku walkę o Biały Dom toczyli William Henry Harrison i Martin Van Buren. Obaj kandydaci dorobili się licznych pseudonimów, pochlebnych wyrażających poparcie i obrażliwych nadanych im przez przeciwników. Demokraci nazwali Harrisona Babcia Harrison i Generał w Spódnicy (z powodu jego rzekomych marnych osiągnięć wojskowych), a Whigs nazywali Martina Van Buren, Martinem Van Ruin, z powodu jego rzekomej ekstrawagancji, i Little Matty (Van Buren był niskiego wzrostu). Najpopularniejszy okazał się jednak Kinderhook Cabbage Planter - Ten Co sadzi Kapustę w Kinderhook (Van Buren wychował się w małej wiosce Kinderhook). Demokraci wykorzystali ten slogan zmieniając go nieznacznie i swojego kandydata zaczęli nazywać Old Kinderhook - OK, co przywodziło na myśl Old Hickory, pseudonim bohatera Nowego Orleanu i Florydy, genrała i byłego prezydenta i poprzednika Van Buren'a, Andrew Jackson'a. Cała partia demokratyczna entuzjastycznie przyjęła tą frazę jako swój oficjalny slogan wyborczy w wyborach prezydenckich z 1840 roku i stworzyła sieć komitetów poparcia kandydata Van Buren'a - OK Clubs. "Old Kinderhook is OK" na transparentach, drukowanych ulotkach i w gazetowych ogłoszeniach stało się popularnym sloganem politycznym, a OK weszło na trwałe do amerykańskiej wersji języka angielskiego. Fraza była jeszcze wykorzystywana wielokrotnie w różnych politycznych sloganach i hasłach. OK znaczyło "Out of Kash", "Out of Karacter", "Orful Katastrophe", "Orfully Konfused" i dziesiątki innych. Złośliwi twierdzli też, że OK po raz pierwszy użył prezydent Andrew Jackson, znany z licznych błędów ortograficznych. Według tej wersji, ten pół-analfabeta Jackson stawiał parafkę na przedstawianych mu dokumentach, ale nie umiał nawet poprawnie napisać prostego skrótu i zamiast A.C. - all correct, zapisywał go tak jak słyszał, fonetycznie: ole korek - O.K.  Było to złośliwe kłamstwo przeciwników politycznych, Jackson był wykształconym i oczytanym człowiekiem i choć zdarzały mu się błędy ortograficzne, nie było aż tak źle.


Web Analytics